Każdy z nas robi zakupy – to nieodłączna czynność naszego życia. Przeglądamy oferty i korzystamy z okazji dostępnych w poszczególnych sklepach. Polujemy na promocje, kupony rabatowe i oszczędzamy. Blisko sześć lat temu powstała aplikacja, która do dziś pomaga nam odnaleźć się w gąszczu promocji. O sukcesie w biznesie, pracy nad najpopularniejszymi polskimi aplikacjami zakupowymi, z których korzysta półtora miliona użytkowników miesięcznie rozmawiamy z Tomaszem Jabłońskim założycielem i prezesem spółki Qpony.pl.

Rozmawia: Piotr Chabzda

Zdjęcia: Archiwum Qpony.pl

Jak narodził się pomysł na stworzenie aplikacji mobilnej Qpony?

Aplikacja mobilna była w naszym przekonaniu naturalnym kierunkiem rozwoju pomysłu, którego korzenie sięgają studenckich wyjazdów typu work&travel do Stanów Zjednoczonych. Tam po raz pierwszy zetknąłem się z tą formą promocji. Początkowo kupony rabatowe publikowaliśmy w formie papierowej. Książeczki z kuponami rozdawane były pod uczelniami i na ruchliwych skrzyżowaniach, co dla wielu ówczesnych studentów było tradycją wpisaną w poznański krajobraz. Z czasem katalogi publikowaliśmy już nie tylko w stolicy Wielkopolski, ale także w innych dużych ośrodkach akademickich np. w Warszawie, Gdańsku czy Wrocławiu. Przez cały czas zastanawialiśmy się, jak dodawać nowe zniżki i trafić z naszym produktem do każdego, kto chce korzystać z rabatów w najprostszy możliwy sposób. Otwierający się wówczas rynek aplikacji mobilnych wydawał się odpowiadać na te potrzeby.

Jak wspominacie początki swojej pracy?

Z perspektywy czasu bardzo przyjemnie wspomina się ten etap, jednak zadanie, jakiego się podjęliśmy nie należało do najłatwiejszych. Trzeba było zrobić coś z niczego i to dwa razy! Najpierw w zakresie samej idei „kuponów”. Nie mając żadnego doświadczenia, finansowania, biura czy nawet zarejestrowanej działalności chodziliśmy od jednego przedsiębiorcy do drugiego, rysując na kartce, co my właściwie chcemy zrobić, jak to pomoże w promocji jego biznesu i ile musi nam za to rozwiązanie zapłacić. Łatwo nie było, bo nikt nie chciał być pierwszy, ale metodą prób i błędów udało się nam zdobyć zaufanie kilkudziesięciu poznańskich przedsiębiorców i po dwóch miesiącach intensywnej pracy opublikowaliśmy pierwszy katalog. Koncept się sprawdził, ludzie zaczęli wracać z kuponami do reklamodawców, tak więc i my zaczęliśmy prace nad kolejnymi wydaniami. Z wejściem na rynek mobilny sprawa była trudniejsza, bo w momencie, kiedy stworzyliśmy pierwszą aplikację, jeszcze stosunkowo mało Polaków posiadało smartfon, budowa i rozwój takiego rozwiązania były bardzo kosztowne, a perspektywa przychodu odległa. Wejście na rynek aplikacji mobilnych w tamtym czasie można porównać do próby sprzedaży przez Internet we wczesnych latach 90., kiedy nikt nie miał do niego dostępu. Byliśmy tego świadomi, ale chcieliśmy wyprzedzić rynek. Była to inwestycja w przyszłość. Widzieliśmy, że świat zmierza do tego, że za kilka lat każdy będzie mieć smartfon, który stanie się nieodłączną częścią życia człowieka – i nie przeliczyliśmy się.

 

Poznań połączył Was biznesowo?

Zdecydowanie tak. Mojego pierwszego wspólnika poznałem na jednym z organizowanych przez Uniwersytet Ekonomiczny wydarzeń. Choć zarówno Marcin, jak i ja byliśmy studentami UAM i pochodziliśmy z innych miast, to właśnie w Poznaniu mogliśmy się poznać i zacząć wspólnie rozwijać pomysł. Marcin spędził poprzedni rok na wymianie studenckiej w Stanach Zjednoczonych i zjawisko korzystania z kuponów rabatowych nie było mu obce. To on wykonał pierwszy krok i przyszedł pogratulować mi pomysłu i zapytać, czy może mi pomóc. O wynagrodzeniu nie było wówczas mowy, gdyż wszystkie środki inwestowaliśmy w kolejne edycje. Drugiego ze wspólników, Krzyśka, znałem jeszcze z czasów liceum. Chodziliśmy razem do klasy, a później na studiach spotykaliśmy się sporadycznie. Krzysiek w sumie nawet nie pytał, tylko zaczął pomagać. Po prostu pewnego dnia zaczął przychodzić i pracować nad projektem. Po kilku miesiącach pozyskaliśmy inwestycję, a Marcin i Krzysztof zasłużenie stali się udziałowcami spółki.

 

Qpony to innowacyjny sposób korzystania z okazji cenowych dostępnych w sklepach, restauracjach. Dość nowatorskie podejście, jak na czasy, kiedy aplikacja była tworzona…

Takie było założenie. Chcieliśmy zmienić podejście do promowania sklepów, restauracji, kin. Uważaliśmy, że zachęta w postaci rabatu to jedno, ale równie ważne dla odbiorcy będzie to, że wszystkie zniżki będą dostępne w jednym miejscu, a sam katalog będzie czytelny i wręczony przez uśmiechniętą młodą osobę utożsamiającą się z brandem. Od początku kładliśmy nacisk na dobry jakościowo kolportaż, aby katalogi trafiały do rąk osób, które faktycznie chciałyby go dostać. Zależało nam, żeby użytkownikowi aplikacji towarzyszyły te same odczucia, dlatego postawiliśmy na prostotę przekazu i instruowanie reklamodawców, jak mają obsługiwać klientów z kuponami.

 

Spotkaliście się z jakimiś problemami związanymi ze zrozumieniem przez rynek do czego służy aplikacja?

Nie przypominam sobie, żebyśmy mieli takie problemy wśród użytkowników aplikacji. Każdy, kto chce kupować taniej – a kto nie chce? – znajdzie dla siebie taką formę promocji, jaka mu odpowiada i z niej korzysta. Ja sam przed każdym zakupem zaglądam najpierw do apki, by sprawdzić, czy nie przysługuje mi jakiś rabat i dzięki temu udało mi się wiele zaoszczędzić. Jeszcze ciekawiej jest, kiedy osoba stojąca za Tobą w kolejce pyta, dlaczego ma zapłacić za tę samą usługę lub produkt więcej. Najczęściej kończy się to instalacją aplikacji w miejscu zakupu i przywróceniem uśmiechu na twarzy klienta. Problemy związane ze zrozumieniem aplikacji występują jednak nieraz po stronie sieci handlowych. Nierzadko zakładają oni, że jeśli jesteśmy spółką „internetową”, to odpowiadamy za sprzedaż „w Internecie”. Utarło się, że „Internet” jest w komputerze. Jednak czasy się zmieniły i konsument podłączony jest do Internetu przez cały czas dzięki smartfonowi. Oznacza to, że inspiruje się zakupem w „Internecie” z poziomu swojego telefonu, który towarzyszy mu podczas zakupu w „realu”, a więc w sklepach stacjonarnych.

Zaczynaliście jako start-up. Co daje tego typu formuła tworzenia firmy osobom, które chcą otworzyć swój własny biznes?

Firma typu start-up ma niewątpliwie swoje wady i zalety. Zaczynając od tych drugich – osoba chcąca stworzyć własny biznes nie musi posiadać żadnego zaplecza finansowego, co wiele osób podkreśla jako główną barierę rozpoczęcia przygody z biznesem. W tym układzie w dużym uproszczeniu wystarczy mieć dobry pomysł i determinację w jego realizacji. Start-up z założenia powinien być skalowalny, co oznacza, że jego potencjał rozwojowy jest właściwie niczym nieograniczony. Dlatego też najczęściej start-upy funkcjonują w świecie nowych technologii i Internetu, gdyż jest to najlepszy kanał dotarcia do szerokiego grona odbiorców. No to gdzie jest haczyk? Przede wszystkim start-upy rozwijają się w założeniu, że na razie nie muszą zarabiać, gdyż najważniejsze jest zbudowanie znaczącego zasięgu odbiorców. Finansowane kolejnymi rundami inwestycji zapominają o tym, że rolą firmy jest generowanie przychodu, a więc prędzej czy później trzeba znaleźć pomysł na to, jak firma będzie zarabiać.  Mówiąc inwestycjach – rozwijając firmę w formie start-upu trzeba się pogodzić z utratą w niej udziałów, które obejmą inwestorzy oraz wspólnicy. Jednak, jak to mówią, szczęście jest autentyczne tylko wtedy, kiedy się nim dzielisz.

Obecnie nad funkcjonowaniem aplikacji pracuje blisko 50 osób. Spodziewaliście się, że Qpony.pl odniosą aż tak duży sukces?

Zawsze o tym marzyliśmy i od początku mierzyliśmy wysoko.  Jednak cały czas uczymy się, jak robić biznes na rynku mobilnym. W moim odczuciu ten duży sukces jest cały czas przed nami. Planujemy zwiększyć zatrudnienie do 100 osób w ciągu dwóch lat.

Tomaszu, w 2016 roku zostaliście właścicielami aplikacji zakupowej Blix. Czy macie w planach dalsze inwestowanie w nowe funkcjonalności zakupowe na rynku aplikacji mobilnych?

Rozwijając aplikację kuponową zauważyliśmy bardzo duży trend w gazetkach promocyjnych. Ta forma przekazu promocji stała się popularna w naszym kraju już dwie dekady temu, przez co wiele osób przeglądanie gazetek traktuje wręcz nawykowo. Trzeba przyznać, że jest to bardzo poręczna forma informowania konsumenta o promocjach. Naszym celem jest zebranie wszystkich dostępnych na rynku gazetek promocyjnych i dostarczenie takich funkcjonalności, które ułatwią i uprzyjemnią klientom proces zakupowy. Lista użyteczności, które planujemy wprowadzić, jest bardzo długa, jednak musimy wdrażać je z wyczuciem, gdyż użytkownicy Blixa bardzo cenią sobie jego prostotę i czytelność. Ponadto okazało się, że nie tylko w Polsce konsumenci oczekują takiego rozwiązania. W poprzednim roku wypuściliśmy aplikację na Ukrainie, gdzie już dziś podobnie jak w Polsce jesteśmy numerem jeden wśród promocyjnych aplikacji mobilnych. Z naszego rozwiązania za wschodnią granicą korzysta każdego miesiąca ponad sto tysięcy osób.

Właśnie, obecnie jesteście numerem jeden wśród mobilnych serwisów służących do kupowania w sieci. Jak czują się młodzi trzydziestoletni biznesmeni, którzy osiągnęli tak duży sukces?

Tak jak mówiłem, na ten duży sukces jeszcze musimy sobie zapracować. Jednak to, czego dokonaliśmy do tej pory, faktycznie daje nam powody do dumy. Ostatnio zostaliśmy wybrani przez magazyn „Forbes” do grona trzydziestu najbardziej wpływowych ludzi biznesu przed trzydziestym rokiem życia. Takie wyróżnienia niewątpliwie cieszą, ale nie one są naszym celem.  Niezwykle satysfakcjonującymi są sytuacje, w których widzisz, że Twoja praca jest zauważana przez ludzi i pomaga im na co dzień. Niejednokrotnie zdarza się, że ktoś przy kasie wyciąga telefon z aplikacją lub komentuje na czym ostatnio zaoszczędził. Już dziś pomagamy w zakupach ponad półtora milionowi osób.

 

Jeśli oczywiście możesz zdradzić, jakie macie plany na najbliższą przyszłość?

Mamy kilka projektów, o których jeszcze nie mogę powiedzieć. W najbliższym czasie będzie nam jednak zależeć na rozbudowie aplikacji o nowe funkcjonalności, o które proszą nasi użytkownicy. Aby przyspieszyć pracę nad nimi potrzebujemy powiększyć zespół zwłaszcza w obszarze IT. Tak duże aplikacje wymagają odpowiedniego wsparcia w tym zakresie. Wyzwaniem, jakie sobie stawiamy na pierwszą połowę roku, jest otwarcie oddziału na Ukrainie. Jeżeli uda nam się to zrobić, będziemy chcieli pojawić się na kolejnych rynkach zagranicznych jeszcze w tym roku.