Ich historia potwierdza tezę, że nie trzeba mieć milionów na koncie, aby osiągnąć sukces w biznesie. Trzech studentów, innowacyjny pomysł i wsparcie ludzi, którzy w nich uwierzyli to przepis na sukces. Tak powstała jedna z najpopularniejszych aplikacji mobilnych – jakdojade, która w kilkudziesięciu miastach w Polsce podpowiada, jak szybko i wygodnie dojechać z punktu A do punktu B. O intuicji w biznesie, pracy zespołowej i planach na przyszłość rozmawiamy z prezesem zarządu spółki City-Nav, Bartoszem Burkiem

Rozmawia: Piotr Chabzda

Zdjęcia: Łukasz Malepszak

Udało nam się spotkać – punktualnie!

(śmiech) Mamy niedaleko biuro – dobrze znam to miejsce.

Często korzystasz z jakdojade?

Podróżując po Polsce często zdarza mi się korzystać z naszej aplikacji. Dzięki temu w szybki i bezpieczny sposób mogę przemieszczać się między różnymi lokalizacjami korzystając z komunikacji miejskiej i tym samym ograniczając wydatki na podróże.

Cofnijmy się w czasie. Był rok 2006. Dwóch studentów Politechniki Poznańskiej wpada na pomysł stworzenia aplikacji mobilnej, która pomagałaby w wyszukiwaniu połączeń miejskiej komunikacji…

Wszystko się zgadza. Jedenaście lat temu narodził się pomysł stworzenia narzędzia, które pomoże dostać się z jednego punktu do drugiego, bez problemu, za pomocą komunikacji miejskiej. Moi koledzy – Artur Szychta i Mikołaj Grajek – chcieli wykorzystać technologie lokalizacji, która była wtedy stosowana w telefonach i można było dzięki niej zlokalizować urządzenia telefoniczne. To był ich temat pracy inżynierskiej. Warto było do tego stworzyć jakąś funkcjonalność. Chłopacy wymyślili więc, że stworzą narzędzie, które pozwoli użytkownikowi pokazać, jak dojechać do wybranego przez niego miejsca. Przyświecała temu taka idea, że miała to być nawigacja samochodowa, której będzie mógł użyć każdy podróżujący komunikacją miejską.

Pozyskiwanie danych z wydziałów MPK, rozkładów jazdy, pisanie programów… Sporo pracy.

To racja. W dodatku trzeba było też popracować nad dokładnością lokalizacji. Czasem pojawiały się różnice między rzeczywistą lokalizacją a tą wskazaną nawet o 500 metrów. Trzeba było to udoskonalić. Warto dodać, że ogromne wsparcie chłopacy otrzymali od środowiska akademickiego, które uwierzyło w ten projekt. Produkt z tak ogromnym potencjałem i wsparciem merytorycznym musiał osiągnąć sukces.

Obecna wersja jakdojade odbiega od tej, na której prowadzone były prace w 2006 roku?

Pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłem aplikację. Było to przydatne narzędzie. Ale zdawało się, że produkt wyprzedza technologię o całą epokę. Aplikacja napisana w JAVIE była przeznaczona na telefony komórkowe. Jednakże problemy z lokalizowaniem telefonów, ograniczony i drogi dostęp do Internetu spowodował, że Artur i Mikołaj pomyśleli o stworzeniu strony internetowej, na której można było zaplanować swoją podróż dokładniej. I to miał być pomysł na biznes. W międzyczasie promotor Artura i Mikołaja, Andrzej Jaszkiewicz, zaprosił do współpracy inne osoby, które stały się inwestorami projektu. Tak powstała grupa pięciu inwestorów plus nasza trójka [przyp. red. Bartosz dołączył do zespołu w 2008 roku i doprowadził do powstania firmy].

Stworzyliście biznesplan przedsięwzięcia. Został on w pełni zrealizowany?

(śmiech) Patrząc na to, co zakładaliśmy dziewięć lat temu, na to jak potoczyła się nasza droga, mogę powiedzieć, że został zrealizowany z nawiązką. Stworzyliśmy stronę internetową. Dołączaliśmy dodatkowe miasta, co też nie było do końca proste, ponieważ każdy przewoźnik posiadał swoje strony internetowe z rozkładami jazdy i nie widział potrzeby posiadania nowych narzędzi. Jednak ostatecznie się udało.

Moment przełomowy dla Was to?

Przede wszystkim dodanie Warszawy w połowie 2009 roku, ale pamiętam też, jak ukazał się artykuł w „Gazecie Wyborczej” w marcu 2009 roku, kiedy to po całostronicowej publikacji statystyki na stronie skoczyły do góry. Kolejnymi dla nas ważnymi momentami było dołączanie nowych miast do sieci punktów jakdojade. Już w grudniu 2008 roku uruchomiliśmy stronę internetową dostępną na mobile. Dzięki niej można było korzystać z usług Mjakdojade na telefonach komórkowych. Była to bardzo uproszczona wersja, która miała działać przy minimalnym zużyciu transferu danych. Myśleliśmy, że w tę stronę będziemy się rozwijać – nie w stronę aplikacji mobilnych, tylko strony mobilnej. Szybko jednak zweryfikowaliśmy swoje plany i pod koniec 2010 roku zaczęliśmy tworzyć aplikację na system Android. We wrześniu 2011 roku nasi użytkownicy mogli już korzystać z aplikacji, która w krótkim okresie czasu znalazła rzesze oddanych odbiorców.

W międzyczasie mieliście jakieś chwile zwątpienia, załamania?

Nigdy nie wątpiliśmy w powodzenie projektu, nad którym pracowaliśmy. Oczywiście były momenty, kiedy trzeba było się zastanowić, w którym kierunku podążać i skąd pozyskać pieniądze na dalsze funkcjonowanie firmy. Jednak dzięki funduszom unijnym mogliśmy realizować nasz projekt nadal.

Jakdojade od razu miała taką nazwę?

Pierwsza nazwa tego projektu to molbas. Było to dosyć ciężkie do przyjęcia. Później pojawiła się dopiero nazwa jakdojade, z którą wyszliśmy na światło dziennie w momencie oficjalnego uruchomienia po założeniu firmy.

Dzisiaj Wasza aplikacja jest ogólnodostępna zarówno na system iOS, jak i Android.

Zgadza się. Na samej aplikacji mamy ponad milion użytkowników. Na stronie około dwóch milionów użytkowników. Z czego użytkownicy aplikacji wchodzą na nią średnio pięćdziesiąt razy w miesiącu, przy zaledwie trzech-czterech odwiedzinach przypadających na użytkownika strony internetowej.

Jak młodzi prezesi odnajdują się w wielkim biznesie?

Bardzo dobrze. Racjonalne podejmowanie decyzji to podstawa zrównoważonego rozwoju. Chociaż muszę przyznać, że nadal jakdojade traktujemy jak nasze dziecko. Przeżywamy każdą negatywną opinię. Staramy się je rozwijać i obserwować, gdzie jeszcze można udoskonalić nasz serwis. Dystansujemy się do popularności aplikacji i staramy się podchodzić do pracy normalnie bez wariowania. Z każdej pochwały czujemy się dumni. Jest to nasze dziecko, które wychowujemy i rozwijamy. Mamy ogromne poczucie wartości rozwoju zespołu. Zaczynaliśmy we trzech, teraz zatrudniamy łącznie 18 osób.

Racjonalnie podchodzicie do rozwoju firmy i również zatrudnienia.

Zgadza się. Jeżeli mamy potrzebę oraz możliwości kogoś zatrudnić, to to robimy. Powiększamy zespół stopniowo, ucząc się cały czas zarządzania ludźmi. Chcemy wiedzieć, co słychać u naszych pracowników. Działać z nimi partnersko. Nie chcemy masowo zatrudniać ludzi, a później ich zwalniać.

Bartku, w zeszłym roku nastąpił u Was przełom. Waszym partnerem biznesowym został ONET, który wykupił niecałe 70 procent udziałów. Co Wam daje współpraca i wsparcie ONET-u?

Przede wszystkim zaplecze sprzedażowe związane ze sprzedażą powierzchni reklamowych u nas w serwisie. ONET to duży gracz na polskim rynku. Dobrze mieć takiego partnera w biznesie. Nadszedł czas, kiedy trzeba było podejść do naszego projektu bardziej biznesowo, aby znaleźć inwestora, który pozwoli nam rozwijać nasz serwis jeszcze bardziej. Wprowadzać nowe funkcjonalności. Nasza firma to firma technologiczna. Brakowało nam działu sprzedaży i marketingu, a ONET nam to gwarantuje. Możemy również liczyć na wsparcie wizerunkowe, merytoryczne. Daje nam to bezpieczeństwo.

Pomimo tego nie działacie jak korporacja, a nadal jest u Was wyczuwalny duch pracy w start-upie.

Na tym nam również zależało. Abyśmy mogli spokojnie działać i podejmować decyzje tak jak robiliśmy to do tej pory.

Jakdojade to aplikacja działająca w całej Polsce. W ilu regionach Polski jest obecnie dostępna?

Działamy obecnie w 28 regionach w Polsce. Warto wspomnieć, że jakdojade to nie tylko planowanie przejazdów komunikacją miejską. To również planowanie dalszych podróży Kolejami Regionalnymi. Aktualnie jesteśmy na etapie wprowadzania funkcjonalności zakupu biletów przez naszą aplikację. Wprowadziliśmy to w Lesznie oraz w Trójmieście. Planujesz podróż i kupujesz bilety. Chcemy kompleksowo podejść do naszych odbiorców.

Dziesięć lat temu jakdojade dopiero startowało. Teraz jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych aplikacji w Polsce. Gdzie widzisz Wasz biznes za kolejne dziesięć lat?

Ciężko jest powiedzieć, co nas czeka za dziesięć lat. Wraz z rozwojem technologii będziemy na pewno chcieli wprowadzać nowe funkcjonalności, które pozwolą nam udoskonalać biznes, a tym samym samą aplikację. Musimy być na czasie. Jest przed nami dużo pracy rozwojowej i technologicznej. Chcemy być must have dla każdego.

Pozostaje tylko trzymać kciuki i śledzić Wasze dalsze poczynania.

Dzięki!