Większość naszych stałych klientów szuka starych wydań sprzed 20, 30 czy 50 lat – albumów z duszą. Młodzi ludzie kupują płyty winylowe, bo są teraz modne, ale u części z nich zainteresowanie muzyką jest autentyczne. A są też i tacy, dla których winyl ma być zaproszeniem na ślub albo częścią bożonarodzeniowej szopki – mówi Krzysztof Waligórski, współwłaściciel poznańskiego sklepu ART ROCK

Rozmawia: Michał Gradowski

Jak długo działa już w Poznaniu ART ROCK?

Sklep istnieje już od 18 lat, wcześniej działaliśmy na ulicy Wodnej, obecnie na ulicy Wielkiej 9, choć wejście do sklepu jest od ulicy Szewskiej. Pomysłodawcą otwarcia sklepu z płytami był Witold Andree, który już w latach 90. organizował koncerty. Wspólnie prowadzimy Agencję Handlowo-Artystyczną OSKAR – Witek zajmuje się sprawami wydawniczymi i organizacją koncertów, a ja sklepem. I tak razem ciągniemy ten wózek.

Jak na przestrzeni tych lat zmieniała się działalność sklepu?

Na początku sprzedawaliśmy głównie płyty kompaktowe, boom na płyty winylowe przyszedł później. Kompakty kupowało się wtedy na giełdach, tak jak wcześniej płyty winylowe z muzyką zachodnią, Witek miał też kontakty z zachodnimi hurtowniami, więc w naszym sklepie można było znaleźć płyty trudne do zdobycia w Polsce. Tak jest zresztą do dzisiaj. Potem, na przełomie lat 90. i 2000 „dystrybucją” płyt zaczęli zajmować się Rosjanie, którzy na targowiskach sprzedawali je na dużą skalę. Albumy, które u nas kosztowały 60 zł, można było kupić za 15 zł i część naszych klientów „odpłynęła”. Po jakimś czasie Rosjanie jednak zniknęli z polskiego rynku, a klienci wrócili do nas.

Dziś rynek muzyczny wygląda już zupełnie inaczej. Płyty winylowe znów stały się modne, a muzyka, która ukazywała się w latach 90. na kompaktach, dziś jest dostępna także na płytach winylowych – można je kupić nawet w sklepach sieciowych typu Lidl czy Biedronka. Są jednak klienci, którzy szukają starych wydań z duszą sprzed 20, 30 czy 50 lat. Choć najczęściej ich stan nie jest idealny, to trzymając takie płyty czuje się powiew historii.

Sprzedaż płyt mocno zmienił też Internet. Przewaga handlu w sieci polega przede wszystkim na bardzo dużym wyborze. Problem polega jednak na tym, że opisy płyt na aukcjach internetowych nie zawsze są zgodne z prawdą. Nie ma obiektywnej oceny stanu płyty – dla sprzedającego może on być bardzo dobry, a dla kupującego – absolutnie nie do zaakceptowania. W naszym sklepie można natomiast dokładnie obejrzeć płytę przed zakupem, a nawet jej posłuchać.

Czy zainteresowanie winylami to moda, które przeminie? Kim są klienci sklepu?

Większość klientów, których zdążyliśmy już dobrze poznać przez te kilkanaście lat, odwiedza nas regularnie. Wiem już, kto czego słucha i czym może być zainteresowany, mamy swoje telefony, więc kiedy pojawi się coś nowego, często dzwonię i mówię: „mamy album, który może Ci się spodobać”. Jest też grupa klientów, którzy przychodzą po prezent, najczęściej wtedy, kiedy zbliżają się święta Bożego Narodzenia i w ciągu roku już nie wracają. Do sklepu przychodzi też wielu młodych ludzi – część z nich pewnie kupuje płyty winylowe, bo są modne, żeby pokazać „też mam płyty winylowe, też się tym interesuję”, ale u wielu z nich zainteresowanie muzyką jest autentyczne.

Czasem też pojawiają się klienci, którzy szukają winyli, ale wcale nie po to, aby posłuchać muzyki. Kupione u nas płyty winylowe zostały kiedyś wykorzystane jako zaproszenia na ślub – przyszły mąż był didżejem, a jego wybranka postanowiła tekst zaproszeń zamieścić na labelach. Podobnie było z pewnym starszym panem, który przed świętami szukał najtańszych winyli, obojętnie jakich, a na pytanie, po co mu one, odpowiedział: „wie Pan, bo ja robię takie szopki betlejemskie, na tych płytach ustawiam figurki i żłóbek, które się później obracają”. Można i tak.

Jaka jest najdroższa płyta, którą obecnie można kupić w sklepie?

Ogólnie rzecz biorąc ceny płyt winylowych są niestety coraz wyższe, zwłaszcza płyt używanych, choć nowe też nie są tanie. Najdroższe są wydania japońskie, bo mają opinie najlepszych, najlepiej tłoczonych, najlepiej wykonanych – a ich ceny to zwykle od 100 zł w górę. Najdroższą płytą, którą obecnie mamy w sklepie jest box Pink Floyd – osiem longplayów wydanych na 180-gramowym winylu, tłoczenie z 1997 roku, łącznie ukazało się 500 sztuk. Taki zestaw kosztuje trzy tys. złotych i myślę, że nie sprzeda się szybko. Większość klientów chce kupić płytę w dobrym stanie i tanią. W przypadku płyt wydanych w dużym nakładzie to się może udać, w przypadku tych rzadszych – jest to już bardzo trudne. W Polsce, proporcjonalnie do zarobków, płyty są droższe niż

w Anglii, Japonii czy Stanach Zjednoczonych. Poza tym tam płyty winylowe mają wieloletnią, ciągłą tradycję – na wielu amerykańskich filmach kręconych w różnych czasach gdzieś w tle zawsze był obecny gramofon. A w naszym kraju – kiedy pojawiły się płyty kompaktowe – winyle niemal zniknęły. Sam wyprzedałem wtedy część mojej kolekcji. Jestem z pokolenia winylowego, wychowałem się na tego typu płytach. Później – jak większość ludzi, którzy słuchali wtedy muzyki – zachłysnąłem się płytami kompaktowymi. Potem wróciłem jednak do winyli – ze względów sentymentalnych, ale też dlatego, że płyta winylowa po prostu inaczej brzmi – cieplej i lepiej.

Jak wygląda Pana prywatna muzyczna kolekcja i co by Pan z niej wybrał, gdyby musiał się Pan ograniczyć do jednego albumu?

Nigdy nie robiłem statystyk, więc nie wiem dokładnie ile mam płyt, ale jest to pokaźna kolekcja. Bez wątpienia płytą wszechczasów, i nie będę tu oryginalny, jest dla mnie Ciemna strona Księżyca Pink Floyd – album doskonały od początku do końca. Po pracy w domu rzadko już jednak słucham muzyki, no bo ile można słuchać? (śmiech)