Kiedy z wadą minus dziewięć dioptrii lub z zaawansowaną zaćmą pacjent wychodzi z sali zabiegowej i widzi normalnie, można mówić o cudzie. Tyle że to nie cud, a najnowocześniejsze, nieinwazyjne operacje, które na zawsze uwalniają od okularów. Doktor Andrzej Dmitriew, specjalista chorób oczu i koordynator chirurgii zaćmy w Szpitalu Św. Wojciecha, przywraca wzrok pacjentom, dając im nowe życie

ROZMAWIA: Joanna Małecka

Joanna, Bartek i Marta żyją dziś w innym świecie. Świecie ostrości i barw. Jeszcze wczoraj nosili soczewki kontaktowe, chorowali na zaćmę. Dziś już nie muszą. Dzisiaj normalnie widzą… Mają od 25 do 70 lat. W szpitalu spędzili kilka godzin. I gdyby dziś ktoś zapytał ich, czy było warto, zgodnie odpowiadają, że była to najlepsza decyzja w ich życiu.

Dlaczego został Pan okulistą?

To jest bardzo dobre pytanie. Moja mama jest okulistą, ale to nie była bezpośrednia motywacja. Pochodzę z rodziny lekarskiej, gdzie tradycje medyczne były bardzo silne. Moja babcia była pediatrą, dziadek laryngologiem. Siłą rzeczy trzeba było myśleć o tej dziedzinie.

A rodzeństwo?

Brat też jest okulistą (śmiech). W ogóle mama była przeciwna, żebyśmy akurat w tym się specjalizowali. Wolała, żebyśmy zostali chirurgami. Jej przygoda z soczewkami kontaktowymi, którymi zawsze się interesowała, dla mnie stała się potencjalnym źródłem zarobkowania już w szkole średniej. Zaopatrywałem kolegów w soczewki, co jeszcze bardziej wciągnęło mnie w ten świat. Już na pierwszym roku studiów chodziłem na praktyki na oddział okulistyki w klinice, przy ulicy Długiej. Potem przyszły obozy naukowe, a na końcu podjęcie ostatecznej decyzji, czyli wybór specjalizacji. I nie miałem wątpliwości. Uważam, że to najlepszy wybór w moim życiu, chociaż nie spodziewałem się, że będę chirurgiem okulistycznym.

Dlaczego?

20 lat temu zupełnie inaczej na to patrzyłem, bardziej z punktu widzenia doboru soczewek kontaktowych, okularów. Kiedy poznałem okulistykę kliniczną, to strasznie zafascynowałem się chirurgią zaćmy, a zwłaszcza jej technologizacją. Gdy zacząłem specjalizację w klinice, na przełomie 2003/2004 roku, od samego początku uczestniczyłem w dużym projekcie unijnym. Byłem szkolony z zakresu chirurgii zaćmy, uczestniczyłem w wielu kursach chirurgicznych na całym świecie, które w Polsce były wtedy niedostępne. Po kilku takich szkoleniach za granicą bardzo chciałem operować. W marcu 2006 roku zoperowałem moją pierwszą samodzielną zaćmę. Byłem wtedy najmłodszym lekarzem w Polsce, który wykonał taką operację.

Denerwował się Pan?

Każdy chirurg się denerwuje. Myślę, że najważniejsze dla każdego z nas jest umiejętne opanowanie emocji. Z czasem da się tego nauczyć. Nie można okazywać swojego zdenerwowania, bo to udziela się całemu zespołowi i pacjentowi. I nie ma nic lepszego niż uśmiechnięty chirurg.

Jakie wady dziś się operuje?

Laserowa korekcja wzroku dotyka osoby, które są stosunkowo najmłodsze. Najczęściej jest to zakres od 20 nawet do 40 roku życia. Są albo krótko, albo dalekowzroczne. To osoby, które chcą pozbyć się okularów, soczewek kontaktowych i widzieć normalnie. Laserowa korekcja wzroku ma za zadanie uwolnienie ich od okularów. I proszę sobie wyobrazić, że taki pacjent, który na co dzień mruży oczy, żeby coś przeczytać, a w nocy idzie po omacku, bo obraz ma zamazany, wstaje ze stołu operacyjnego i widzi normalnie. To jest nowe życie.

Sama jestem po laserowej korekcji i w pełni się z Panem zgadzam…

Niestety w Polsce wciąż za mało o tym wiemy i wciąż się boimy, chociaż nie ma czego. Więcej tego typu operacji wykonuje się nawet w Czechach czy na Słowacji. Zabieg jest w pełni bezpieczny i daje efekt od razu, ale pod jednym warunkiem – wada musi być stabilna. Jeżeli pacjent mieści się w określonym zakresie parametrów, to dzięki najnowszemu sprzętowi diagnostycznemu i nowoczesnemu laserowi, który posiadamy w Szpitalu Św. Wojciecha, jesteśmy w stanie uzyskać efekt widzenia po 12 godzinach od operacji.

A co, jeśli nie mieścimy się w przysłowiowych ramach?

W przypadku kiedy pacjent wychodzi poza tzw. parametry, czyli ma wadę powyżej minus dziesięciu dioptrii lub powyżej plus pięciu możemy wykorzystać alternatywną metodę – wszczepienie soczewki. I wtedy można skorygować nawet taką wadę do minus dwudziestu czy plus piętnastu dioptrii. Jest to zabieg refrakcyjnej wymiany soczewki. Co to oznacza? Wykonujemy operację wewnątrz oka, która polega na wymianie naturalnej soczewki na sztuczną. Jest to zabieg dla osób, które mają bardzo duże wady lub mają więcej niż czterdzieści kilka lat i problemy z czytaniem. Coraz częściej zdarza się, że przychodzą do nas pacjenci w wieku 60, 70 lat, którzy są aktywni i nie chcą nosić okularów. I dla nich również zabieg wszczepienia soczewki będzie idealny.

Jak długo trwa zabieg?

Zabieg w obu przypadkach trwa od sześciu do ośmiu minut. Warto dodać, że jako pierwsi w Wielkopolsce wprowadziliśmy marker cyfrowy. Jest to aparat, który wykonuje zdjęcia pacjenta przed operacją po to, żeby chirurg w trakcie zabiegu widząc pod mikroskopem oko pacjenta miał nałożoną na to oko cyfrową mapkę. Dzięki temu widzimy, jak dokładnie ustawić soczewkę w oku, żeby skorygować astygmatyzm.

Co trzeba zrobić, żeby być dopuszczonym do zabiegu?

Niezbędna jest wizyta kwalifikacyjna. Zawsze staram się zachęcić pacjentów do tego, żeby zanim pomyślą o korekcji, przyszli na konsultację. Są warunki budowy oka, które przykładowo nie pozwalają na laserową korekcję wady wzroku – jest to przede wszystkim zbyt cienka rogówka. W niektórych przypadkach operacja laserowa jest w ogóle niemożliwa i wtedy szukamy innych metod, takich jak wszczepienie soczewki. Jeżeli kwalifikacja jest pozytywna, możemy ustalić termin zabiegu. A to dzieje się na bieżąco. Pacjent może być kwalifikowany nawet w dniu operacji. Tego samego dnia wychodzi ze szpitala, a następnego już funkcjonuje normalnie. Jedyną niedogodnością jest stosowanie kropli, które w zasadzie i tak każdy z nas stosuje z różnych powodów, choćby zbyt długo pracując przy komputerze. Trudno mówić o jakiejkolwiek rekonwalescencji. Po operacji jednak powinniśmy się oszczędzać i nie rzucać się od razu w mordercze treningi na siłowni. Są tacy, którzy od razu chcą wrócić do pracy i nie ma żadnych przeszkód, żeby to zrobić. Pamiętajmy jednak, że przez kilka dni oko będzie trochę podrażnione i trzeba je zakraplać, więc warto te dwa-trzy dni odpocząć.

Jakie przypadki najczęściej operuje Pan w Szpitalu Św. Wojciecha?

Najczęściej operuję pacjentów z zaćmą. Niektórzy przychodzą z wadami refrakcji, które nie kwalifikują się do laserowej korekcji wady wzroku. Tak poukładaliśmy sobie pracę w szpitalu, że ja zajmuję się głównie operacjami w środku oka, które są technicznie trudniejsze od tych na zewnątrz. Mamy dwoje lekarzy, którzy zajmują się korekcją laserową, w tym mojego brata.

Czy pacjent zaraz po operacji powiedział kiedyś Panu, że widzi?

Moi pacjenci mają opatrunek kiedy wstają ze stołu. Ale czasami, zwłaszcza gdy operuję zaawansowaną zaćmę, gdzie osoby nic nie widzą, pochylam się nad nimi, zanim założę opatrunek. Pytam wtedy: „I jak, widać mnie?”. I to jest niesamowite, kiedy pacjent mówi: „Boże, ja widzę”.