fbpx

Plac Waryńskiego, który ma zmienić nazwę, od zawsze kojarzy się z pętlą tramwajową. To stąd odjeżdżają linie w najbardziej odległe zakątki Poznania. Ogród Botaniczny przez cały rok przyciąga nie tylko poznaniaków, podobnie jak IMGW, w cukierni Elite pachnie świeżymi pączkami, a w domach studenci przygotowują się do sesji…

TEKST I ZDJĘCIA: Joanna Małecka

Marksizm, struktura państwa, solidarność – wylicza Kasia, która wraz z Emilią przygotowuje się do poprawki. – To pierwszy egzamin, który oblałam w ciągu pięciu lat, zupełnie nie wiem dlaczego – mówi i nerwowo przerzuca notatki. – Pomóż mi, Emilia, bo zaraz oszaleję. Do egzaminu ma zaledwie 1,5 godziny. Nerwy sięgają zenitu. Szczupła, sympatyczna blondynka powtarza kolejno wszystkie istotne pojęcia i teorię. Druga dziewczyna skończyła kilka fakultetów. Na Ogrodach zamieszkała w 2012 roku. – Było blisko na uczelnię – uśmiecha się i pokazuje ile kroków ma do bramy Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Mieszka w bloku zaraz przy pętli. – Pamiętam kiedy się tu wprowadziłam. Przyjechałam z mniejszego miasta. Nagle o piątej nad ranem wyrwałam się z łóżka, bo myślałam, że blok się wali. A to był tramwaj, który z impetem wjechał na przystanek. Dziś się z tego śmieję, ale wtedy wiesz… Ogrody to fascynujące miejsce, miejsce, gdzie jednocześnie żyjesz w mieście, ale odnajdujesz spokój. Kiedy potrzebujesz chwili relaksu i oddechu idziesz nad Rusałkę albo pobiegać do parku Sołackiego. Letnie wieczory spędzasz z przyjaciółkami grillując nad wodą. Niemożliwe? A jednak. Ogrody to namiastka tajemniczego ogrodu znanego wszystkim z książki dla dzieci. Kameralne bloki i życzliwi sąsiedzi. I wiesz co? Kiedy miałam anginę, sąsiadka przyniosła mi rosół i leki. A ja czasem wychodzę z jej psem.

Najlepsze pączki są w Elite…

Wyglądam przez okno jej mieszkania. Mimo wczesnej godziny jest głośno. Mieszkańcy chodzę w tę i z powrotem przerzucając się historiami z wczoraj. – Wszystko masz już zdane, czy walczymy na poprawkach? – pyta niewysoki brunet przy kasie w Żabce. – No co ty, wiadomo, że zawaliłem historię, ale zdążę się nauczyć. – No to nie jesteś sam – kwituje kolega i płacą za dwa napoje energetyczne. Do Piekarni Natura kolejka. Jeden pan nawet przysiadł na ławce. – Po co Pan tu stoi, a w zasadzie siedzi? – pytam. – Żona wysłała mnie  po chleb. Wie Pani, tu mają taki dobry, świeżutki, jeszcze ciepły. Mieszka na Ogrodach odkąd pamięta. – O tam – pokazuje na plombę naprzeciwko pętli tramwajowej. Wystarczy, że przejdę przez ulicę. Pode mną jest cukiernia, a jak tam pachnie, pani kochana. Nie odmówię sobie przecież dobrego placka do kawy. Żonie przynoszę rogale, uwielbia je.

Na przejściu dla pieszych tłum. Ludzie spieszą się do pracy, do szkoły. Jest dziewiąta z minutami. W cukierni Elite pachnie świeżymi pączkami. – Co Pani poleci? – pytam. – A co Pani lubi – odpowiada sympatyczna pani za ladą. – Hmmm, w sumie wszystko, co słodkie. – To niech Pani weźmie pączka, są pyszne, świeżutkie. – No to poproszę cztery – pomyślałam, że od razu poczęstuję koleżanki w redakcji. Ktoś za mną zamawia kawę, bo czeka na autobus do Kiekrza.

 

..skąd blisko do pogodowego serca miasta…

Zegar na budynku Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej jak zwykle podaje godzinę i temperaturę. To jeden z najbardziej charakterystycznych budynków na Ogrodach. Jest wtorek. – Dzień dobry – wita mnie Grzegorz Krauze, p.o. zastępcy dyrektora oddziału. – Proszę za mną. Pukamy do drzwi. Domofon na kod. Nikt nieproszony tutaj nie wejdzie. W środku dwóch panów otoczonych mapami, komputerami, wykresami. Trwa wywiad na żywo do radia PIK. Synoptyk meteorologiczny ostrzega przed silnym wiatrem. Poznański oddział w latach 2013-2016 nie funkcjonował samodzielnie. Dokładnie w okresie od 1 stycznia 2013 do 31 grudnia 2016 podlegał administracyjnie pod Oddział IMGW-PIB we Wrocławiu. Dziś działa normalnie. To tutaj znajduje się serce mapy pogodowej Poznania. To stąd dowiadujemy się, czy będą burze, ulewy, śnieg i kiedy to nastąpi. Synoptyk Marek Pruchniewicz siedzi przy biurku opierając się o własnoręcznie rozrysowaną mapę. Przyszedł do pracy dwie godziny temu. To on dziś ostrzega przed zagrożeniami. Ogromna odpowiedzialność. Opracowuje prognozy i ostrzeżenia  meteorologiczne dla Centrum Zarządzania Kryzysowego, Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, hydrologów i dla nas. Obsługuje trzy województwa: wielkopolskie, lubuskie i łódzkie. I musi być na bieżąco. – Jestem odpowiedzialny dziś za najbliższe dwie doby. Prognoza musi być realna. Jeśli coś się dzieje, temperatura odbiega od stanu faktycznego, czy występują opady, których miało nie być, trzeba napisać nowy komunikat i wysłać do obiorców – mówi. O aktualnej sytuacji pogodowej dowiaduje się w pierwszej kolejności od zmiennika, następnie rysuje mapę synoptyczną, gdzie nanosi fronty atmosferyczne, śledzi zdjęcia satelitarne i radarowe oraz dane ze stacji synoptycznych zlokalizowanych w różnych miejscach Europy. Pogoda nie rodzi się nad Polską, lecz nad obszarami źródłowymi, którymi najczęściej są olbrzymie, jednorodne obszary, np. oceany. Dlatego synoptyk musi wiedzieć, co się dzieje z masą powietrza, która ma napłynąć, jakie zmiany w niej zachodzą oraz kiedy do nas dotrze. Na tej podstawie powstaje prognoza pogody. Z prognoz biura IMGW-PIB na co dzień korzystają także operatorzy dźwigów, drogowcy i firmy, których prace uzależnione są bardzo od aktualnej pogody.

… na cmentarz… 

Koniec części pierwszej…