fbpx

Teresa i Adam Cichoniowie od 1979 roku w tym samym miejscu, na Woźnej 10, służą pomocą poszkodowanym, chorym i tym, którzy zwyczajnie chcą wyglądać inaczej. Wyrabiają i sprzedają peruki. Przyjeżdżają do nich pacjenci, aktorzy, biznesmeni, dziennikarze, a nawet celebryci z całego świata. I to oni codziennie przekonują ich o tym, że peruka to nie wstyd, tylko sposób na normalny wygląd

ROZMAWIA: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

Drzwi niewielkiego zakładu z szyldem „Peruki” przy ulicy Woźnej 10 otwiera Adam Cichoń. Starszy, uśmiechnięty mężczyzna od razu proponuje kawę. W tle Teresa Cichoń ustawia nowe peruki. Mają ich tu czterysta, w różnych wzorach i kolorach. Każdą z nich dopasowują indywidualnie do klienta. – Nie ma się czego bać, w naszych włosach każdy będzie wyglądał naturalnie – mówi i wyjmuje z pudełek gotowe fryzury

Ich zakład jest najstarszą firmą perukarską w kraju. Adam Cichoń wciąż jeszcze własnoręcznie wyrabia peruki z naturalnych włosów, choć już coraz mniej. Był wielokrotnie nagradzany za współorganizację Mistrzostw Polski Fryzjerów podczas targów Look w Poznaniu. Współpracuje z Polską Akademią Mody, jeździ z fryzjerami na mistrzostwa świata. Odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi Prezydenta RP, jako Zasłużony Działacz Kultury – tytuł Ministra Kultury, otrzymał tez odznakę Za zasługi dla Województwa Wielkopolskiego, a także Platynowy Order Kilińskiego za pracę społeczną.

Dlaczego peruki?

Adam Cichoń: Wychowałem się w rodzinie perukarskiej. Moi rodzice pracowali w Teatrze Polskim w Poznaniu. Zamiast do przedszkola zbierali mnie do pracy. Siedziałem pod stołem w damskiej garderobie albo w malarni. Można powiedzieć, że urodziłem się w garderobie. Życie teatralne wciągnęło mnie bez reszty, co miało wpływ na dalszą karierę. Rodzice byli fryzjerami, perukarzami. Musieli odpowiednio do roli ucharakteryzować aktorów. I to mi się strasznie podobało.

Zaczynał Pan od pracowni perukarskiej?

Nie. Nasza pracownia w latach 60. skupowała i eksportowała włosy do szesnastu krajów świata. Trafiały m.in. na Broadway, czy do wielkich ośrodków filmowych i teatralnych w Paryżu. Potem doszliśmy do wniosku, że po co w sumie wysyłać surowiec, skoro możemy sami wytwarzać peruki. Przyszedł taki dzień, kiedy stwierdziliśmy, że skoro już to robimy, pomożemy innym, którzy z różnych powodów stracili włosy. Początkowo zaczęliśmy współpracę z ZOZ, potem były Kasy Chorych, a teraz NFZ. Pamiętam, że na początku nikt nie mógł zrozumieć, po co komu peruka. Dopiero potem, kiedy wyjaśniliśmy, że przecież chodzi o zdrowie psychiczne człowieka, który musi jakoś przetrwać ciężkie chwile związane z chorobą nowotworową czy kalectwem, patrzono na nas inaczej. Udało się pozyskać dla tych osób dofinansowanie na peruki, co nie było wcale takie proste. Musieliśmy uzupełnić wykształcenie. Ukończyliśmy pomaturalne studium w zakresie zaopatrzenia ortopedycznego.

Przychodzą do Pana klienci młodzi czy raczej starsi?

Najmłodszy mój klient ma 6 lat. Nie ma włosów, brwi i rzęs. To genetyczny brak owłosienia. Wiadomo, że chłopiec idzie do szkoły, rośnie. Z wiekiem głowa się zmienia, a więc musimy na bieżąco przygotowywać mu peruki. Przychodzą do nas artyści, dziennikarze, którzy przykładowo chcą uzupełnić sobie braki we włosach. Niektórzy klienci muszą dobrze wyglądać z racji wykonywanej pracy. Mamy też panie, które zamiast czapki na zimę fundują sobie perukę. Są klienci, którzy zmienili pleć. Każdy ma inne potrzeby, a my musimy mu pomóc. Wpadają do nas sławni ludzie, w kapturach, którzy przemykają przez zakład i zatrzymują się dopiero na zapleczu i mierzą. Nasz najstarszy klient ma ponad 90 lat.

A chorzy?

Oczywiście. Ludzie po wypadkach, poparzeniach, chorobach. Nie mają włosów, a naszym zadaniem jest, żeby stąd wyszli tak, by nikt się nie zorientował, że cokolwiek im dolega. Często przychodzą do nas całe rodziny. Dopasowujemy perukę babci, a oni nagle mówią, że wygląda za młodo i to nie jest ich babcia. A taka babcia niejednokrotnie chce wyglądać młodziej. Kto wie, może jeszcze kogoś pozna (śmiech). Są wesołe sytuacje, są też tragiczne. W tej pracy trzeba umieć słuchać. Musimy poznać problemy i potrzeby klienta. Bywa i tak, że ludzie boją się wejść. Stoją kilka minut przed zakładem i myślą. To są bardzo trudne chwile w ich życiu i bardzo trudne decyzje.

Czego najczęściej się boją?

Co ludzie powiedzą, jak zareaguje rodzina. Kobieta przez to, że nie ma włosów czuje się gorsza. A ja zawsze jej tłumaczę, że przecież wszyscy nosimy okulary i jakoś nikt się tego nie wstydzi. Poza tym co druga świeci pięknymi zębami, na ogół sztucznymi. To proteza jak każda inna. Z drugiej strony są kobiety, które od razu kupują sobie trzy peruki: blond, czarną i rudą, bo chcą mieć różne i codziennie pokazać się w czymś innym. Klienci też obawiają się, że peruka im spadnie. Nie ma takiej możliwości. Jeśli na głowie są włosy. można ją przypiąć przy pomocy specjalnego klipsa. Jeśli nie, montujemy żelowe, oddychające plastry dwustronne, które nie powodują odparzeń, a gwarantują, że peruki nic nie ruszy.

Jak wygląda przygotowanie peruki?

Najpierw pytamy, czym klient się zajmuje. Chodzi o to, żeby dana fryzura była dopasowana do rodzaju pracy. Nie może być tak, że włosy wkręcą mu się przykładowo w maszynę. Pobieramy wymiary głowy, określamy mniej więcej fryzurę, kolor, grzywkę, w którym miejscu ma być przedziałek. Następnie robimy rysunek techniczny, poglądowy. Każda fryzura jest inna. Potem pytam, czy peruka ma być sztuczna, czy z włosów naturalnych. W przypadku naturalnej przechodzimy do szydełkowania, czyli wiązania włosów na siatce. Po skończeniu peruka musi być umyta. Na koniec dokonujemy ostatecznego strzyżenia. Dziś sztuczna jest tak podobna do tej naturalnej, że praktycznie nie ma różnicy. Czasem nawet wygląda lepiej. Poza tym łatwiej jest ją utrzymać. Co innego, jeśli sprawa dotyczy dzieci. Ze względu na ciągły ruch i aktywność potrzebują włosów naturalnych. Sztuczne raczej by nie przetrwały.

Skąd bierzecie włosy?

No i tu jest problem, bo nigdzie nie ma tego typu hurtowni. Skupujemy je sami, tutaj u nas w zakładzie. Na miejscu obcinamy paniom włosy, płacimy za nie i jeszcze do tego robimy im nową fryzurę. Niektóre dziewczyny oddają włosy za darmo, dla kogoś chorego. Zawsze wypisujemy takim osobom dyplomy i podziękowania. Najwięcej włosów skupujemy w maju, kiedy robi się ciepło. Potem musimy je posegregować. Włosy wkłada się w specjalny kartacz i wyciąga od najdłuższych do najkrótszych. Oczywiście trzeba je odkazić. Na własnoręcznie wykonaną perukę z włosów naturalnych czeka się około 3 miesiące.

Jest jakaś moda jeśli chodzi o fryzury?

Jest moda. Nie ma dwóch równych peruk i wszystko robi się indywidualnie. Współpracujemy z firmami zachodnimi, które projektują sztuczne peruki. Często przedstawiciele tych firm zapraszają mnie do siebie, żebym im podpowiedział, jakie są obecnie obowiązujące trendy. W tym miejscu chciałbym podziękować mojej żonie, bo gdyby nie ona, te wszystkie moje wyjazdy i praca społeczna byłyby niemożliwe.

Jak dbać o perukę?

Te z włosów sztucznych można prać samemu. My oczywiście uczymy jak to robić. Te z włosów naturalnych prane są u nas. Wystarczy przyjść, zostawić perukę na 2, 3 godziny i my ją wyczyścimy. Gorzej jak ktoś jest spoza Poznania, Polski, a nawet Europy, bo takich klientów też mamy. Wtedy trzeba ją do nas wysłać, a my odsyłamy gotową.

Ile kosztuje taka przyjemność?

Sztuczne to koszt rzędu 250-1000 zł, naturalne zaczynają się od 2 tysięcy. Wszystko zależy od tego w czym będziemy się lepiej czuć. Chodzi o to, żeby nikt nie zorientował się, że mamy perukę. My już o to zadbamy.