Dyrektor Przemysław Kieliszewski energię czerpie z pracy zespołu. Dzięki temu ma siłę walczyć o kolejne premiery, a przede wszystkim o nową siedzibę dla Teatru Muzycznego. W minionym sezonie na widowni zasiadło ponad 130 tysięcy widzów. Ten sezon zapowiada się rekordowy, a premiery mają szansę stać się wydarzeniami w Polsce

ROZMAWIA: Elżbeta Podolska

Postaci z Waszego hitowego spektaklu Madagaskar wychodzą na ulicę…

Tak, rzeczywiście. Będą np. towarzyszyły maratończykom, którzy pobiegną w maratonie poznańskim, a spodziewanych jest ok. osiem tysięcy biegaczy. Król Julian i inne zwierzęta poprowadzą rozgrzewkę. Nasz spektakl do tej pory obejrzało już 15 tysięcy osób. W ciągu miesiąca przed wakacjami wystawialiśmy go 35 razy.

Zapracowani jesteście strasznie. Wystarczy popatrzeć w repertuar, ile gracie przedstawień. I do tego kolejne premiery, które odbędą się już niebawem.

Świadczy to o wielkim zapotrzebowaniu na ten gatunek i na taki teatr, z którego ludzie wychodzą uśmiechnięci i pełni dobrej energii.

Teraz jest to już teatr bardziej musicalowy niż operetkowy.

To prawda. To jest generalna tendencja na świecie. Musical jest żywym gatunkiem. Powstają nowe utwory. Sami też zamówiliśmy utwór, który pokazywać będziemy za dwa lata. Operetka to kilkadziesiąt lat w historii muzyki i to jest rozdział zamknięty. Bardzo ciekawy, ale też liczba dobrych tytułów jest ograniczona. Czerpie z nich w tej chwili opera. Trudno jest też dobrze robić operetki i musicale pod jednym dachem. Musical to bardzo inspirujący gatunek i świetnie komunikujący się z młodym widzem. Bo przecież to nie tylko Madagaskar, ale też Zakonnice w przebraniu, Evita, Skrzypek na dachu, Jekyll&Hyde.

Czyli co tytuł to hit?

Nie myślimy o tym w ten sposób. Teraz pojawi się w naszym repertuarze bardzo trudny utwór, mówiący o mężczyźnie w kryzysie wieku średniego, o jego dylematach twórczych i życiowych, bo głównym bohaterem jest reżyser. Musical powstał na bazie filmu Federico Felliniego Osiem i pół, więc to historia bardzo klasyczna dla kina. Ale też musical zrobił ogromną furorę na Broadwayu. Otrzymał pięć statuetek Tony w tym za najlepszy musical. Potem powstał film Nine, który stworzono na podstawie musicalu. Moim zdaniem to mniej udana wersja musicalu i mam nadzieję, że widzowie, którzy nie byli usatysfakcjonowani filmem przyjdą na nasz spektakl. Musical Nine po raz pierwszy w broadwayowskiej instrumentacji, a po raz drugi w ogóle będzie grany w Polsce.

Jeden mężczyzna i dwadzieścia kobiet na scenie…

To jest wyjątkowy spektakl pod tym względem. Gwarantuję, że kostiumy i scenografia Państwa zachwycą, bo Agata Uchman, która zaprojektowała niesamowite odzienie i Mariusz Napierała, który jest mistrzem w powiększaniu swoją wyobraźnią naszej małej przestrzeni, dokonali cudów. Tak naprawdę mógłbym wymieniać wszystkich realizatorów. Powiem tylko tyle, że jest to bardzo mądry, ale też dowcipny i ironiczny spektakl, spektakl o tym, że kiedyś trzeba dorosnąć. Mamy nadzieję, że widzów zachwyci.

To bardzo wymagające przedstawienie tak od realizatorów, jak od całego zespołu.

Zespół jest niesamowity. Powiedziałbym, że bardzo pozytywnie nakręcony. Przeszliśmy dużą zmianę, zabraliśmy na pokład dużo nowych ludzi, bardzo młodych. Stają się znakomitymi artystami, a kiedy mają okazję pracować ze świetnym reżyserem, to tym bardziej się rozwijają. Czerpię ogromną energię z tego zespołu. Muszę powiedzieć, że dzięki nim mam siłę.

Teraz artysta w teatrze muzycznym musi umieć nie tylko śpiewać, ale i tańczyć, i musi być aktorem.

Nie wiem, czy to nie jest najtrudniejsza teatralna profesja, na pewno najbardziej różnorodna. Gra aktorska, śpiew, ruch sceniczny to jest domena teatru muzycznego i staramy się, żeby były na najwyższym poziomie. Nasza orkiestra też rośnie w siłę.

W ciągu czterech lat udało Wam się zrobić teatr, o którym słychać w Polsce.

To prawda i jest to dla nas wielka satysfakcja. To był ogromny wysiłek dla nas wszystkich i bardzo ciężka praca. Staramy się, by atmosfera w zespole była coraz lepsza i by komfort pracy był coraz większy.

Druga premiera w tym sezonie to tytuł Nestory, spektakl pionierski w teatrze muzycznym.

Usiedliśmy z Markiem Chojnackim i wymyśliliśmy to przedstawienie. Opowiedziałem Markowi o problemach artystów operetkowych, którym również w wyniku tego, że nastąpiła zmiana ustawy emerytalnej w sposób brutalny z dnia na dzień wydłużono pracę o 10-20 lat. Dotyczy to nie tylko śpiewaków, ale też tancerzy czy muzyków grających na instrumentach dętych. Powstał spektakl o lęku co z nami będzie, ale też o nadziei. Marek Chojnacki napisał świetny tekst, bardzo prawdziwy, głęboki i bardzo śmieszny. Nestory to też ginący gatunek ptaków, a Ptaki to antyczna komedia Arystofanesa. Widać kulisy działania teatru. Opowiada o marzeniach, zazdrości, etosie pracy. Zrobiliśmy tę premierę także dlatego, że są artyści, którzy nie znajdują zatrudnienia przy obecnych realizacjach. Chcieliśmy wykorzystać ich talent na scenie, a z drugiej strony, bo o tym także jest ten spektakl, że nestorzy mają wielki potencjał, by dzielić się swoją wiedzą, czy talentem. Wydaje nam się, że potrzebny jest mądry program na poziomie samorządów i ministerstwa. Nad tym też bardzo mocno pracujemy. Mamy nadzieję, że to uświadomi ludziom, że artysta jest trochę jak sportowiec, że należy mu się ogromny szacunek i pomoc.

Mówił Pan o stwarzaniu komfortowych warunków zespołowi. Czy w tych wnętrzach to jest jeszcze możliwe?

Robimy, co w naszej mocy. Wyremontowaliśmy tego lata trzy garderoby, udało się zamontować nowe prysznice, a także odgrzybić częściowo mury. W przyszłym roku latem musimy zrobić remont części widowni.

Czy warto? Bo coraz głośniej słychać o nowej siedzibie dla teatru…

Warto, bo przychodzi do nas ponad 130 tysięcy widzów w sezonie. Wobec tego co pięć lat nie sposób nie odświeżyć wnętrz. Teatr jeszcze przez kilka lat tutaj będzie, bo nawet jeżeli będzie podjęta decyzja w tym roku, na co bardzo liczymy, o nowej lokalizacji teatru, to do otwarcia gmachu minie jeszcze minimum pięć lat. Poziom trudności w projektowaniu teatru porównywany jest przez architektów do elektrowni atomowej. Nie warto więc skracać terminu projektowania, żeby wszystko było dopracowane. Mamy poparcie zarządu miasta i radnych – myślimy więc, że sprawy ułożą się dla nas pomyślnie. Proszę trzymać kciuki, żeby tak się stało.