fbpx

W budynku przy ulicy Szylinga w Poznaniu panuje cisza i spokój. Pewnie dlatego, ze jest niedziela. Zwykle przewijają się tędy setki osób. Są tutaj sale okazań, cele, specjalne pomieszczenia do sporządzania materiału dowodowego, punkt monitorowania stadionu i wielkie centrum dowodzenia, które na co dzień śledzi każdy ruch poznaniaków przy pomocy 400 kamer miejskiego monitoringu

TEKST i ZDJĘCIA: Joanna Małecka

To najnowocześniejsza komenda miejska policji w Polsce. Na dole, przy recepcji, która tylko przypomina dyżurkę, czekają na mnie zastępca komendanta miejskiego, Piotr Gruszka i Zbigniew Paszkiewicz z Wydziału Prezydialnego. Jest samo południe. Kiedyś była tutaj kotłownia. Dziś przychodzą tu petenci, poszkodowani i doprowadzani są przestępcy – ci wchodzą tylnym wejściem. Na korytarzu stoi makieta komendy. Ten 140-letni budynek od 2010 roku jest siedzibą poznańskiej policji. Wcześniej stacjonowało tu wojsko polskie, w trakcie II wojny światowej Niemcy. Podczas remontu znaleziono tu przeróżne rzeczy – od flakoników z przełomu XIX i XX wieku, fragmentów symboliki pruskiej, hełmów żołnierzy z czasów okupacji, niemieckiej porcelany aż po butelki po najróżniejszych trunkach – tych było zdecydowanie najwięcej. Dziś pracuje tu około 500 osób. Aż trudno sobie wyobrazić, że tu, od strony ulicy Szylinga, gdzie są przesuwne drzwi, znajdowały się wielkie sale żołnierskie, a od strony placu ciągnące się w nieskończoność korytarze.

Cela i sale bezpieczeństwa

Przy recepcji stoją trzy gabloty. Jedna to makieta budynku, w pozostałych zobaczyć można policyjne serduszka licytowane podczas finałów Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i znaleziska z czasów remontu budynku. – Chodźmy na górę – mówi Zbigniew i prowadzi po starych, zabytkowych schodach. Wchodzimy na 1. piętro. Wydział Dochodzeniowo-Śledczy. Kolejne drzwi otwieramy przy pomocy specjalnej karty. Nikt z ulicy tu nie wejdzie. Po obu stronach korytarza zamknięte pokoje policjantów. Ściany w kolorze szarym, na podłodze panuje porządek. Cisza. Na końcu, po lewej stronie cela, a raczej pokój zatrzymań. Zaglądamy do środka. – Proszę spojrzeć na okno w łazience obok – mówi Piotr Gruszka. – Nie ma tam klamek. Rzeczywiście. Na wprost mosiężnych drzwi z wielką kłódką stanowisko do poboru odcisków palców. Każdy należy przyłożyć oddzielnie. Bandyci trafiają tu na chwilę. Dalej mijamy pokój naczelnika i pomieszczenia do analizy dowodów. Wchodzimy wyżej.

Wzdłuż korytarza pokoje inaczej oznaczone. Jak w twierdzy. Ogromne ciężkie drzwi, tabliczki ostrzegawcze. To tu policjanci określają przestępców, to stąd wychodzą nazwiska podejrzanych, mafiosów. Wszystkie dokumenty są tajne. Pokoje obite są podwójnie wzmacnianą klatką bezpieczeństwa. Wytrzymają nawet ładunek wybuchowy. – Tu przelewa się na papier wszystko to, co ustaliło się na ulicy – dodaje Zbigniew Paszkiewicz. – Każdy policjant ma klauzulę dopuszczenia do informacji niejawnych. To co jest tutaj ustalone, nie może wyjść poza funkcjonariusza, a to mocno obciążające.

Kwiaty komendanta

Dalej, w pokoju okazań, też spokój. Pośrodku lustro weneckie. Jedno pomieszczenie jest ciemne, drugie jasne. W tym drugim do okazania świadkowi bądź pokrzywdzonemu stają w rzędzie, jak na filmie, trzy osoby. Nie ma szans, żeby gdziekolwiek się spotkali. Wszystko jest odpowiednio zabezpieczone i chronione. W powietrzu unosi się jeszcze zapach lekkiego potu. To pewnie efekt zdenerwowania.

Dalej jest Wydział Ruchu Drogowego. Za nim charakterystyczny korytarz, na którym stoi mnóstwo kwiatów – to przepustka do komendantów. Na ścianie, w ramkach, poprzedni komendanci miejscy. Piotr Gruszka natychmiast bierze konewkę i rusza do roślin. – Zobacz, co on robi, od razu biegnie do swoich kwiatów – mówi Anna Majewska-Gruszka, żona Piotra. – Śmiejemy się, że kiedy przenosił się tutaj z innej komendy, cały dzień zajęło mu przewiezienie kwiatów. W jego gabinecie też rośliny – duże i małe. Jakby mniej zieleni w pozostałych gabinetach komendantów. Są za to zdjęcia, nagrody, puchary i medale. Z gabinetu głównego komendanta wychodzi się nawet do specjalnej sali, gdzie odbywają się raporty. Dzisiaj nie ma pań sekretarek, nikt nie parzy kawy, nie drukuje dokumentów. Zamykamy sekretariat i ruszamy dalej.

Sala rejestracji – atelier

Wchodzimy wyżej. Wydział techniki kryminalistycznej. Zaraz za drzwiami czuć chemiczny zapach. W pokoju technik Jacek Naskręt czeka na zgłoszenie i ewentualną analizę. Kiedy tylko coś się dzieje, ubiera mundur i jedzie na zdarzenie. Przy długich stołach stojących jeden obok drugiego oprawia się ślady znalezione lub zabezpieczone na miejscu zdarzenia: linie papilarne, zdjęcia, przedmioty zbrodni. Wszystko jest lokowane, pakowane, opisywanie. Każdy ma metryczkę. Potem trafiają do laboratorium. – To nic innego jak dokumentacja dla sądu – dodaje Zbigniew Paszkiewicz. Stanowiska oddzielone są od siebie ruchomymi przekładkami. Wchodzimy do kolejnego pokoju. To sala rejestracji procesowej, zwana przez policjantów atelier. W rogu stoi dziwne krzesło. Przypomina trochę elektryczne w z filmu Zielona mila. Podejrzani siadają na nim i robi im się zdjęcia, z automatycznie naniesionym numerem. Jednocześnie pobierane są linie papilarne. Każda osoba zostaje skatalogowana i trafia do policyjnej bazy. Dzięki temu łatwiej jest zidentyfikować sprawcę. Naprzeciwko stoi lodówka. Bynajmniej nikt nie chowa tam obiadu. Przechowuje się w niej krew od nietrzeźwych kierowców, sprawców przestępstw, podejrzanych. Krew pobierana jest wcześniej w punktach medycznych, i dalej rusza do biegłego, do badania.

Gorące centrum dowodzenia

Na samej górze robi się ciepło. Przez przeszklony dach wpada słońce. Zbigniew Paszkiewicz pokazuje mi jak to było kiedyś, kiedy wszystkie budynki były ze sobą połączone. Roztacza się stąd piękna panorama na miasto. Wchodzimy do stanowiska dowodzenia. Pod sufitem wiszą koszulki najróżniejszych drużyn piłkarskich. Wszędzie monitory. To miejsce żyje od imprezy masowej do meczu. Na ścianie wisi wielka mapa stadionu. Widać gdzie znajdują się kamery, gdzie są wyjścia awaryjne. Wysoka jakość kamer pozwala natychmiast namierzyć delikwenta. Za chwilę odbędzie się odprawa, bo dziś na murawie kolejne spotkanie Lecha Poznań. – Byliśmy pionierem w tego typu stanowiskach w Polsce – mówi Zbigniew Paszkiewicz. – Podczas Euro 2012 działało dzień i noc. Dzięki naszej współpracy z miastem stadion jest jedynym w Polsce, który wyposażony jest w tak zaawansowany system monitoringu.

Ponad 400 kamer obserwuje nas każdego dnia, w najmniej spodziewanych miejscach. Widać źle zaparkowane samochody, akty wandalizmu. Widać też, gdzie dzieje się coś złego. – Co się dzieje? Proszę się uspokoić, wszystko będzie dobrze. Poproszę o adres. Pani jest ubezwłasnowolniona? A gdzie są rodzice? Już wysyłamy radiowóz. Na stanowisku dowodzenia dyżurna Katarzyna Krakowiak musi zachować zimną krew. To ona zaraz podejmie najważniejsze decyzje w sprawie interwencji. Musi ocenić sytuację i poinformować odpowiednią jednostkę. Życie dzwoniącego jest teraz w jej rękach. Na twarzy nie widać zwątpienia, strachu. Maluje się pewność siebie i stanowczość. Ona doskonale wie, co ma robić. W tle sali, przed ogromnym monitorem, podzielonym na mniejsze, Poznań obserwują policjanci jednocześnie odbierając telefony. Jest gorąco pomimo klimatyzacji. Tu każda rozmowa jest nagrywana i wszystko bezpośrednio sczytywane jest na komputer. Tu liczy się czas reakcji policjanta. Na ekranie u Aleksandra, który ma dziś dyżur, różne kolory, paski z napisami. Każdy oznacza status zgłoszenia: interwencja do obsłużenia, aktualnie obsługiwane, kiedy patrol jest w drodze. Codziennie odbierają setki, a nawet tysiące telefonów. – O, właśnie otrzymaliśmy informację o zakończeniu interwencji – mówi Aleksander.

W budynku przy ulicy Szylinga pojawiają się kolejni policjanci. Niedługo rozpocznie się mecz i trzeba będzie pracować. Co jakiś czas ktoś wejdzie i zapyta o drogę albo poprosi o pomoc. I tak do poniedziałku, kiedy rozpoczną się okazania, doprowadzenia, przesłuchania, a poznaniacy zaczną załatwiać swoje sprawy.