Wraz ze wspólniczką zbudowały pierwszą w Poznaniu kancelarię dla kobiet. Nie oznacza to jednak, że nie obsługują mężczyzn – wręcz przeciwnie. Konkretna, zdecydowana, prawniczka z krwi i kości i prezeska Klubu Kobiet Przedsiębiorczych, pomysłodawczyni Męskiego Czwartku – Zofia Chołody, znalazła sposób na życie. I choć nie było łatwo się przełamać, dziś to ona motywuje i inspiruje kobiety do tego, by być przedsiębiorczą i nigdy się nie poddawać

ROZMAWIA: Joanna Małecka

Zofia jak zwykle jest pięknie ubrana. Idealnie uczesana, perfekcyjnie umalowana, jest przed czasem. Mężczyźni zwracają na nią uwagę, chociaż ona kompletnie ich nie widzi. W Bagels & Friends zamawiamy kawę. W głowie już planuje kolejne spotkanie KKP, które skupi prawie setkę przedsiębiorczych kobiet. 

Jakie są kobiety przedsiębiorcze?

Hmmm… Przede wszystkim bardzo aktywne. Dzisiejsze pokolenie kobiet wykazuje dużą otwartość na zmiany i skłonność do ryzyka. Kobiety posiadają takie cechy sprzyjające przedsiębiorczości, jak pracowitość i cierpliwość oraz kreatywność i innowacyjność – wyznaczniki współczesnego podejścia do prowadzenia biznesu. Co cenię w nas najbardziej, to to, że jesteśmy dobrze wykształcone, a ciągle się rozwijamy, podnosimy swoją wiedzę i umiejętności, uczymy się nowych rzeczy, czytamy. Ale też odnosząc sukcesy nie spoczywamy na laurach.

Czy Ty jesteś kobietą przedsiębiorczą?

Myślę, że jestem. Dla mnie przedsiębiorczość to też umiejętność dostrzegania potrzeb i odpowiadania na nie, to także doskonalenie pomysłów i zdolność do wykorzystywania nadarzających się możliwości i szans. Tak też staram się działać. Zarówno w Klubie Kobiet Przedsiębiorczych, jak i kancelarii którą prowadzę, robię wszystko, aby zrozumieć i wyczuć potrzeby klientów czy uczestniczek spotkań. Dla mnie przedsiębiorczość to styl życia. Przedsiębiorczość to nie posiadanie firmy, ale wykazywanie się nią na co dzień. Nieważne, czy pracujemy w swojej własnej firmie, czy jesteśmy na etacie, pełnimy funkcję w zarządzie spółki, czy na innym stanowisku kierowniczym.

Prowadzisz kancelarię prawną, jesteś prezeską Klubu Kobiet Przedsiębiorczych. Ciągle w biegu. Jak to wszystko pogodzić?

Zastanawiałam się nad tym ostatnio. Staram się robić to, co robię jak najlepiej. Chyba tak to już jest, że im więcej obowiązków mamy, tym lepiej jesteśmy zorganizowane i nie marnujemy swojego czasu. Zresztą, kiedy człowiek kocha to, co robi, czas się wydłuża, praca jest przyjemnością i wszystko można pogodzić.

Skąd pomysł, żeby poprowadzić Klub Kobiet Przedsiębiorczych?

Jak to w życiu bywa najczęściej, trafiłam do Klubu przez całkowity przypadek, który odmienił moje życie. Klub Kobiet Przedsiębiorczych założyły Ewa Dominiak i Joanna Stankiewicz dziewięć lat temu, przekazały mi opiekę nad nim ponad trzy lata temu. Jestem im za to ogromnie wdzięczna, bo Klub zmienił mnie i moje życie, a ich pomysł na prowadzenie przeze mnie Klubu Kobiet Przedsiębiorczych okazał się strzałem w dziesiątkę. Dziś wiem, że była to najlepsza decyzja w moim życiu.

No dobrze, ale weszłaś w nieznaną strukturę, w środowisko, które trzeba było poznać.

Rzeczywiście, początki nie były łatwe. Dla mnie jako radczyni prawnej występowanie przed sądem było o wiele łatwiejsze niż przemawianie przed większą grupą kobiet. Moje pierwsze wystąpienie odbyło się podczas gali z okazji 6-lecia działalności KKP, którą organizowałam. Podczas tej uroczystości Ewa i Joanna oficjalnie już przekazały mi opiekę nad Klubem. Była prelekcja o kreatywności w biznesie, na scenie występowała Pierwsza Poznańska Niesymfoniczna Orkiestra Ukulele, w programie przewidziano także moje przemówienie. Nie znałam jeszcze Klubowiczek, nie wiedziałam czego oczekują. Musiałyśmy się poznać i myślę, że dziś mogę śmiało powiedzieć, że się bardzo polubiłyśmy. Dziewczyny obdarzyły mnie naprawdę dużym zaufaniem, sympatią i wsparciem.

Miałaś tremę?

Miałam. Do dziś, na każdym spotkaniu ją mam (śmiech). Myślę, że to się nigdy nie zmieni. Zawsze zależy mi na tym, aby wszystko się udało i była fajna atmosfera. Na niektóre rzeczy nie mam wpływu, bo dzieją się na bieżąco. Staram się jednak zachować zimną krew.

Z czym musiałaś zmierzyć się na samym początku?

Nigdy nie byłam osobą wylewną, a nawiązywanie znajomości nie było dla mnie łatwe. Musiałam nauczyć się pewnego rodzaju otwartości w stosunku do innych ludzi. Nagle zostałam menedżerem, z dnia na dzień zostałam grafikiem, marketingowcem i księgową. Chciałam rozwinąć działalność Klubu, należało więc pozyskiwać partnerów do współpracy. Zresztą, stale uczę się czegoś nowego. I to jest piękne. Nuda mi nie grozi. Poza tym pragnęłam, aby Klub kontynuował ideę swojej działalności, dlatego analizowałam to, co do tej pory realizowane było na spotkaniach, co jeszcze warto zrobić, czego panie chcą słuchać, czego warto się dowiedzieć. Wymagało to dużo ciężkiej pracy i zaangażowania.

Po spotkaniach wracasz do domu i się relaksujesz?

Nasze spotkania bardzo często się przedłużają. Zostajemy po spotkaniach i nadal rozmawiamy, nie możemy się rozstać. Czasami kończymy po 22 lub nawet 23 w nocy. Staram się odpocząć, ale zawsze po spotkaniu jestem tak naładowana energią i pozytywnymi emocjami, że nie mogę zasnąć, tak więc pracuję dalej, analizuję spotkanie, sprzątam …

Na czym polega magia Klubu Kobiet Przedsiębiorczych?

Magia… Hmmm… Myślę, że zawdzięczamy to niesamowitej atmosferze i kobietom uczestniczącym w spotkaniach. Na nasze spotkania przychodzą panie, które chcą się spotykać, spędzać ze sobą czas i wymieniać się doświadczeniami oraz rozmawiać. Każda z nas jest pozytywnie nastawiona i choć każda jest indywidualnością, szanujemy się wzajemnie, wspieramy, a te relacje są nie tylko biznesowe, ale też przyjacielskie. W ciągu tych dziewięciu lat funkcjonowania zebrała się naprawdę ogromna liczba pań, które poznały tu swoje przyjaciółki bądź przyszłe wspólniczki.

Każde spotkanie to inny temat przewodni. Nie boisz się, że kiedyś zabraknie Ci pomysłów?

Kiedyś się nad tym zastanawiałam, ale doszłam do wniosku, że nie. Czasem powtarzamy temat, który kiedyś się pojawił, ale staram się go zaprezentować z innej strony. Poza tym co miesiąc dołączają do nas nowe uczestniczki, które też wnoszą dużo od siebie, podpowiadają, o czym chciałyby posłuchać. Najwięcej czasu zajmuje organizacja spotkania, synchronizacja terminów i miejsc spotkań z kalendarzem prelegenta. Każde spotkanie odbywa się w innym miejscu, wartym odwiedzenia przez przedsiębiorcze kobiety. Poruszamy tematykę pomocną w prowadzeniu firm, ale też często z zakresu rozwoju osobistego czy lifestyle’ową. To wszystko sprawia, że tematów i pomysłów nie brakuje, a czasami jest ich aż dużo. 


Ale klub to nie tylko Poznań…

To prawda, skupiamy swoją działalność w Poznaniu i okolicach, ale pojawiamy się cyklicznie także w Lesznie, Ostrowie Wielkopolskim. Planujemy też pojawić się w nowych miastach. Mimo to, na spotkania w Poznaniu, przyjeżdżają panie z Warszawy, Częstochowy, Kalisza, Szczecina i innych miast. Jestem z tego powodu ogromnie dumna, bo to pokazuje, że nasze spotkania są warte tego, by wsiąść do auta czy pociągu i jechać kilka godzin, i dobrze spędzić czas z innymi Klubowiczkami. To też udowadnia, jak bardzo my jako Klub, jesteśmy potrzebne innym kobietom.

Dużo mamy kobiet przedsiębiorczych?

Bardzo dużo i to cieszy. Choć, moim zdaniem, niektóre panie wciąż nie wiedzą, że są przedsiębiorcze. Wynika to z naszej kobiecej skłonności niedoceniania się, braku pewności siebie, wiary we własne możliwości i może zbytniej skromności. Często otrzymuję pytania od kobiet, czy ona robiąc to i to, może zostać Klubowiczką i uczestniczyć w spotkaniu KKP. A przecież przedsiębiorczość to styl życia, a nie zarejestrowana firma.

W Polsce wciąż pokutuje schemat przedsiębiorczych mężczyzn, tego, że tylko oni mogą być świetnymi prezesami i zarządcami. Co o tym sądzisz?

Właśnie nieprawda. Nasz klub skupia około 80 procent kobiet, które są właścicielkami firm i świetnie nimi zarządzają. Kobiety są doskonałymi liderkami, nastawionymi na współpracę. Posiadają doskonałą umiejętność zarządzania czasem i zdaniami. Potrafimy w jednej chwili zrobić kilka rzeczy i skupić się na kilku tematach, dlatego rozwój firm idzie nam znacznie szybciej. To nas wyróżnia. Dziś co trzecia firma w Polsce prowadzona jest przez kobietę i to nikogo nie dziwi.
Skąd więc pomysł na Męski Czwartek i spotkania dla przedsiębiorczych mężczyzn, które będziesz współorganizować?

Właśnie od kobiet przedsiębiorczych. My jako kobiety jesteśmy ambitne i podnosimy swoje umiejętności, ale to nie oznacza, że mężczyźni są inni. Nie ma przedsiębiorczości „kobiecej” i „męskiej”. Wszyscy właściciele małych firm mają podobne nadzieje, oczekiwania, stają przed podobnymi barierami i mają tożsame problemy. Chcą rozwijać swoje firmy. Dawne przekonanie, że tylko ciężką pracą można odnieść sukces, możemy włożyć między bajki. Dziś oprócz pracy i wiedzy liczą się umiejętności interpersonalne. Chcąc osiągnąć sukces wszyscy musimy nauczyć się pielęgnować kontakty biznesowe. Ktoś kiedyś powiedział, że ćwiczenie się w tzw. networkingu może przynieść nam więcej wymiernych korzyści niż nauczenie się nowego języka obcego. Dlaczego mężczyźni mieliby być tego pozbawieni? Chcą się dowiadywać nowych rzeczy, poznawać pomocne techniki i narzędzia w prowadzeniu biznesu. Poza tym to Klubowiczki opowieściami ze swoich domów i firm zainspirowały mnie do stworzenia Męskiego Czwartku.

Lepiej czujesz się na sali sądowej, czy przed swoimi kobietami?

To są zupełnie inne wystąpienia. Na sali sądowej z tyłu głowy zawszę muszę mieć paragrafy, którymi mogę się posiłkować, skupiam się tylko na jednym kliencie. Tutaj występuję przed licznym gronem kobiet, jestem gospodynią i skupiam się na wszystkich, ale jednocześnie odpoczywam, gdyż jestem wśród przyjaciółek. Spotkania KKP są o wiele przyjemniejsze, odbywają się zawsze w przyjaznej i życzliwej atmosferze. To zasługa wspaniałych kobiet w nich uczestniczących. I nie kończą się w sądzie, a przy winie lub kawie… (śmiech).

Zawsze chciałaś być prawniczką?

Wybierając kierunek studiów, wiedziałam już co chcę robić. Zawsze chciałam pomagać innym i do dziś to robię. Lubię swoją pracę. Od początku chciałam pracować na własny rachunek, a nie dla kogoś, dlatego otworzyłam kancelarię. Dzięki temu sama mogę o wszystkim decydować. W każdej swojej działalności wspieram kobiety i przedsiębiorców. Zarówno w sferze rozwoju osobistego, jak i biznesowego. Myślę, że kobiety posiadają naturalne zdolności, by zakładać własne stabilne i silne firmy i tworzyć nowe miejsca pracy. Dlatego zarówno poprzez pomoc prawną, jak i spotkania KKP staram się zapewnić im dostęp do środków, narzędzi i wiedzy potrzebnych do prowadzenia własnych firm.

No tak, ale biorąc pod uwagę liczbę kancelarii w Poznaniu, to chyba nie było łatwo…

Początki zawsze są trudne, w każdej branży. Radca prawny jest przedsiębiorcą, jak każdy inny. Razem z moją wspólniczką codziennie staramy się o klientów. Rynek usług prawniczych nie jest łatwy, w samym Poznaniu funkcjonuje ogromna konkrecja. Od samego początku, i do dziś mamy, miałyśmy jednak bardzo duże wsparcie ze strony bliskich i przyjaciół. A z nim bez wątpienia  jest łatwiej. Natomiast satysfakcja i zadowolenie naszych klientów na pewno nie pozwoli nam spocząć na laurach.

Najtrudniejsza sprawa?

Trudne pytanie… Każda sprawa jest inna. Pamiętam taką rzeczywiście niełatwą rozprawę. Reprezentowałyśmy ze wspólniczką mecenas Anną Kubicą Czesława Mozila. NSZZ „Solidarność” pozwał Czesława Mozila o bezprawne wykorzystanie znaku „Solidarność” oraz o bezprawne naruszenie dobrego imienia związku w teledysku „Nienawidzę cię Polsko”, który według nich był antypolski i obraźliwy. Udowodniłyśmy, że związek nie miał racji, a sąd przyznał nam rację.

Jaka jest Zofia Chołody?

Pracowita, bardzo pracowita. Wierzę, że ludzie są dobrzy, choć próbują udowodnić, że tak nie jest. Pozytywnie nastawiona, empatyczna, lojalna, odpowiedzialna. Uśmiechnięta w sercu.

Jesteś zadowolona ze swojego życia?

Bardzo. Wokół mam wszystko, czego mi potrzeba. Dziś mam apetyt na jeszcze więcej. Życie tak krótko trwa, że nie ma sensu marnować dni. Celebruję przyjemne chwile. Kocham swoją pracę, Klub, który jest oczkiem w mojej głowie i czerpię z życia ile się da. Zobaczymy, co przyjdzie później.

Może miłość?

Może…