fbpx

Stworzył pasiekę, bo chciał osłodzić sobie życie. Ma już trzydzieści uli. Jego rodzina nie ma pszczelarskich tradycji. Należy do pogotowia rojowego i wspólnie ze strażakami usuwa niepożądane gniazda pszczół. Nie chce zdradzić dokładnej lokalizacji swoich pasiek. – Kradną na potęgę, a ja bym się martwił o moje dziewczyny – mówi Sebastian Zieliński.

ROZMAWIA: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

W samym sercu Poznania, na Ogrodach, z domu wychodzi Sebastian. Uśmiecha się od ucha do ucha. – Chodź, dziewczyny już czekają – mówi i otwiera bramę. Za domem ogród – wysokie drzewa, trawa, kwiaty. Pod nogami leniwie przeciąga się kot. Jest kilka minut przed południem. Sebastian ubrany jest normalnie, nie ma na sobie kombinezonu ani kapelusza pszczelarskiego. Nie słychać bzyczenia pszczół, ale na twarzy maluje mi się lekki strach. – Nie bój się, już z nimi rozmawiałem, oczekują Cię – mówi i prowadzi prosto do ula. Dookoła rosną ogóreczniki, tymianki, hyzopy, agresty, drzewa owocowe. Pszczelarz rozpala podkurzacz i otwiera pierwszy ul.

To jest bezpieczne? Nie powinieneś mieć specjalnego stroju ochronnego?

A czujesz taką potrzebę?

Nie. To kiedy się go zakłada?

Według zasad BHP powinno się go ubierać. Ja prowadzę taki rodzaj gospodarki pasiecznej, że ważny jest dla mnie komfort pracy. Nie muszę się spieszyć. Nie zależy mi na prędkości, ważniejsza jest przygoda. Gdybym się teraz ubrał, a dla Ciebie nie miałbym stroju, to mogłabyś się bać i denerwować. A tak mówiłem na początku, że przyjdę i najpierw przedstawię Cię dziewczynom. Zresztą gdy umawialiśmy się telefonicznie, uprzedzałem, żebyś się nie perfumowała. Posłuchałaś i sama widzisz, że nawiązaliśmy przyjazną relację z pszczołami. Poczuły prestiż … (śmiech)

Obcując z pszczołami nie można ubierać się w ciemne kolory i używać mocnych perfum, trzeba zachowywać się spokojnie, bez gwałtownych ruchów. Zobacz, trzymam wyciągnięty plaster miodu z pszczołami z ula, a one sobie spokojnie pracują. A przede wszystkim nie są nami zainteresowane, koncentrują się na swoim zadaniu.

Ile tu jest pszczół?

Średnio w takiej kolonii – jednym ulu, około stu tysięcy.

Sąsiedzi się nie skarżą?

No co Ty, choć początki były różne. Teraz przychodzą podziękować za owoce, które są na ich drzewach, bo wiedzą czyja to zasługa – oczywiście pszczół.

Sebastian otwiera ul i wyciąga kolejne plastry z miodem.

Nie boisz się?

(Oddymia ul)

Kolejny raz o to pytasz. Nie, nie ma czego. Oczywiście, może tak się zdarzyć, że z jakiegoś powodu będą rozłoszczone, ale gdyby teraz tak było, już byśmy o tym wiedzieli. Wtedy trzeba spokojnie oddalić się od ula. Jak każdy pszczelarz używam podkurzacza i właśnie dym z niego jest po to, żeby trochę „oszukać” pszczoły, a jeśli dodasz do niego trochę wosku pszczelego, to je zupełnie uspokoisz. Kiedy imitujemy zjawisko pożaru, pszczoły natychmiast opijają się miodem i z pełnym brzuszkiem nie są skore do żądlenia. Dlatego nic nam nie zrobią.

Ul musi mieć specjalną konstrukcję?

Tak. Jest kilkanaście rodzajów uli. Wybór odpowiedniego jest uzależniony od tego, czy pszczelarz wędruje z pszczołami, czy prowadzi pasiekę stacjonarną. Ja głównie pracuję na ulu wielkopolskim, ale jeszcze poszukuję odpowiedniego dla siebie.

Jaki mamy tu rodzaj miodu?

Od wczesnej wiosny dziewczynki pracują nad ulubionym miodem moich sąsiadów – przyprawionym ziołami. Miód wielokwiatowy, na który składają się wczesne wierzby, krokusy, agresty, klony, mniszki, drzewa owocowe i właśnie domieszki ziół. Pszczoły przynoszą również konkretne miody odmianowe: akację i lipę, do tych konkretnych uli, przy których stoimy.

Ile miodu są w stanie wyprodukować w sezonie?

To zależy od tego, jaką mamy bazę pożytkową, czyli gdzie ten ul jest ustawiony. Średnio jest to w granicach 20-30 kilogramów z jednego ula w okresie od wczesnej wiosny do lipca. Potem przygotowujemy pszczoły do zimy.

Kiedy miód jest gotowy do jedzenia?

(śmiech) Kiedy jest w słoiku, a poważnie to kiedy plaster miodu poszyty jest woskiem. Taki plaster zabieram do pracowni pasiecznej, a następnie miód zostaje odsklepiony. Odsklepione ramki wkładam do miodarki, czyli wirówki, uruchamiam maszynę, a siła odśrodkowa powoduje wyrzut miodu na zewnątrz. Miód zlewam przez sito do pojemnika, a potem trafia do słoików.

Sebastian otwiera kolejny ul, odrywa kawałek plastra i nam podaje.

Spróbujcie sobie, wosk pszczeli można żuć jak gumę. Właśnie szukam matki i zaraz ją pokażę. O proszę, przedstawiam Ci mateczkę.

Skąd biorą się pszczoły-matki?

Ze sklepu pszczelarskiego! (śmiech) ) Od hodowców i można wyhodować samemu. W przyrodzie królowa-matka składa jajko do specjalnie przygotowanej komórki. Larwa karmiona jest mleczkiem pszczelim, ponieważ to rodzaj pokarmu determinuje to, jaka będzie pszczoła, truteń czy królowa. Larwa rośnie, a pszczoły budują jej matecznik. Właśnie tam rozwija się i dojrzewa nowa królowa.

Po czym ją poznajesz?

Po pierwsze jest dużo większa od swoich córek, a po drugie jest specjalnie znakowana, aby ją łatwiej odnaleźć w ulu.

Słyszałam, że to był trudny sezon dla pszczelarzy. To prawda?

Tak. Wiosna była bardzo trudna. Zaczęło się pięknie, po czym przyszedł okres chłodu, w którym zaczynająca się rozpędzać rodzina została zatrzymana. Bez ingerencji pszczelarza rodziny nie mogły się prawidłowo rozwijać. Porównując ten rok do lat poprzednich, miałem bardzo duży spadek pszczół. Przez zimę spadł mi jeden ul, a na wiosnę aż dziewięć. Mówi się, ze upadki pszczół są winą pszczelarza. Coś w tym jest, ale to nie tylko od niego zależy.

Pszczoły chorują?

Niestety tak… to bardzo trudna sprawa i temat rzeka…

Zaatakowały Cię kiedyś?

Nie, raczej to ja wszedłem w ich pole i pszczoły trochę się broniły. Miałem nieciekawą przygodę podczas pracy w pogotowiu rojowym. Zadzwoniła pani, że na działce w krzewie ma pszczoły i nie zgodziła się na odcięcie gałęzi z uwiązanym rojem. Nie można go było swobodnie wyciągnąć i wygrzebywałem, wręcz wyrywałem, rój z krzaków. Trwało to cztery godziny. Mimo że byłem odpowiednio ubrany i miałem rękawice, zostałem pożądlony. Ręce opuchły mi do tego stopnia, że jadąc do domu, w pewnym momencie nie mogłem prowadzić samochodu. Na wszelki wypadek pojechałem do szpitala, nie jestem uczulony, ale liczba ukąszeń była znaczna. Dostałem odpowiednie leki i wszystko dobrze się skończyło. Przecież następnego dnia musiałem jechać do moich pszczół i musiałem być zdrowy.

Gdzie masz pracownię?

Obok, ale to miejsce zarezerwowane dla mnie. Rozumiem, że pytacie o miód (śmiech), mam dla Was małą niespodziankę.

Odchodzi za drzewo. Na drewnianym stoliku stoją niewielkie słoiczki z miodem.

Proszę, mam nadzieję, że będzie smakował.

Gdzie znajdują się pozostałe Twoje ule?

W całym mieście i na wsi jest ich 30. Opiekuję się również ulami, które ustawiam na terenie firm i zakładów. Pracownicy mają miód, a ja opiekuję się pszczołami. Przy okazji oswajam ich z pszczołami, bo to świetny materiał obserwacyjny – można się dużo nauczyć.

A pszczoły…?

Ludzie, których poznaję po jakimś czasie, mówią o mnie Pan Pszczoła. Pszczoły są inteligentne, pracowite, zaradne, znakomicie się komunikują i to jest wielka moja życiowa przygoda móc dla nich pracować i czerpać od nich.