fbpx

Wysoka, ciemnoskóra brunetka siedzi przy stoliku w sali konferencyjnej hotelu Moderno na poznańskiej Wildzie i sączy latte. Jest pięknie ubrana, raz po raz zerka na gromadzące się kobiety, które przyszły jej posłuchać. Ma idealny makijaż, upięte włosy i powalający uśmiech. – Słuchajcie, przejdźmy od razu na „ty” – Omenaa Mensah zaczyna spotkanie w ramach cyklu „Śniadania z przedsiębiorczą kobietą”.

 

ROZMAWIA: Joanna Małecka

Urodziła się w Jeleniej Górze, ale to pod Poznaniem spędziła dzieciństwo, studiowała europeistykę i zarządzanie na Uniwersytecie Ekonomicznym. Niedawno ukończyła studia doktoranckie w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. I choć wszyscy znamy ją z ekranu telewizora, bo od lat prowadzi prognozę pogody w TVN, to niewiele osób wie, że ma swoją linię mebli Ammadora, fundację Omenaa Foundation, która buduje szkołę dla dzieci ulicy w Ghanie, a przed nią wyzwanie modowe. A jaka jest naprawdę?

Siadamy po spotkaniu z kobietami biznesu. – Chciałabym zobaczyć gazetę – mówi i zaczyna przeglądać lutowe wydanie „Poznańskiego prestiżu”. – Fajna, rozmawiajmy.

Wiele osób mówi o Tobie poznanianka, a przecież nie urodziłaś się tutaj. Co spowodowało, że tu trafiłaś?

Omenaa Mensah: Rodzice się tutaj przeprowadzili. Tata dostał pracę w szpitalu im. Strusia na Szkolnej i tam pracował osiemnaście lat. Mama przeniosła się do firmy projektowej Miasto Projekt. Zaczynałam wtedy drugą klasę szkoły podstawowej. Skończyłam tutaj liceum i poszłam na Uniwersytet Ekonomiczny. Po studiach jeszcze chwilę mieszkałam w Poznaniu, a później zaczęłam pracę w TVN i siłą rzeczy musiałam przeprowadzić się do Warszawy, zabierając ze sobą córkę Vanessę.

Jak odnalazłaś się w wielkim mieście?

Muszę przyznać, że początki w Warszawie były bardzo trudne. Szczerze, bardzo tęskniłam za Poznaniem, do tego stopnia, że przyjeżdżałam tu w każdy weekend. Dziś nie ukrywam, że moim domem jest stolica, a do Poznania przyjeżdżam czasami odwiedzić grób zmarłego brata i kilku znajomych. Ze stolicą Wielkopolski chciałabym związać się biznesowo, zobaczymy co z tego wyjdzie.

Czujesz się bardziej poznanianką czy warszawianką?

Hmm. Trudne pytanie. Dziś jestem obywatelką świata (śmiech). A tak poważnie, to gdyby ktoś mnie zapytał gdzie jest mój dom odpowiedziałabym, że w Warszawie.

Zaraz po studiach rozpoczęłaś pracę w telewizji. Jakoś nie pasuje mi to do kierunku Twoich studiów…

Ekonomia zawsze mnie interesowała, zwłaszcza w kwestii zarządzana, marketingu no i zarabiania własnych pieniędzy, żeby potem nie być od nikogo zależnym, np. od partnera. To też wynika z mojego wychowania, rodzice zawsze byli aktywni zawodowo i tak mnie nauczyli żyć. Tak naprawdę nigdy w życiu nie planowałam pracy w telewizji. Miałam być raczej dyplomatą, ale dziś myślę sobie, że na szczęście los rzucił mnie na mały ekran i bardzo się z tego cieszę.

Ludzie marzą o pracy w TVN, czasem muszą przebyć długą drogę, żeby tam dotrzeć. Tobie udało się od razu. Masz na to receptę?

Praca w telewizji jest bardzo ciekawa i dopiero po czasie zauważyłam, jak wiele daje możliwości, a jednocześnie jak dużo trzeba się nauczyć, żeby sprawnie się poruszać w jej świecie. Oczywiście zanim tam trafiłam, pracowałam jako modelka. Prezentowanie się na wybiegu powiedzmy, że jest podobne do pracy prezentera, ale telewizja jest dziesięciokrotnie trudniejsza i wymaga dużo więcej pracy. Nie tylko trzeba się odpowiednio poruszać czy mówić, ale także posiadać wiedzę w dziedzinie, w której funkcjonujemy. Na początku nikt na mnie nie stawiał złamanego grosza, nie byłam czarnym koniem wyścigów i wszystkiego musiałam nauczyć się sama. Zaczynałam od bardzo kontrowersyjnego programu „Red light” emitowanego na antenie TVN7. Był to program o zabarwieniu erotycznym i szanse na to, by dalej rozwijać się w telewizji były niewielkie. Któregoś dnia spotkałam na korytarzu w redakcji prezesa Mariusza Waltera. Zaczepił mnie i zapytał, czy byłam już na castingu do prognozy pogody. Trochę się zdziwiłam, ale stwierdziłam, że warto spróbować, bo to byłaby ciekawa praca. Potem okazało się, że już wcześniej prezes chciał zatrudnić egzotyczną prezenterkę i mówiło się o tym w kuluarach, ale wtedy o tym nie wiedziałam. Miałam 23 lata. Często wyjeżdżaliśmy, program nadawany był z różnych części świata. Pamiętam jak pisali do nas internauci, że to skandal, że jeździmy do Chorwacji i stamtąd mówimy o pogodzie, bo to są wakacje, a nie praca. Ludzie przez telewizorem nie zdają sobie sprawy, jak trudna, ale zarazem piękna to praca oraz ile czasu i zaangażowania różnych osób wymaga.

Co Ci dała ta praca?

Pozwoliła mi nie tylko na rozwój własny i poznawanie ludzi. Dzięki niej tak naprawdę poznałam siebie, nauczyłam się walczyć ze swoimi kompleksami, słabościami. Dla mnie największym problemem było to, że nie potrafiłam poprawnie wysławiać się po polsku, miałam złą dykcję i krępowały mnie kamery. Trwało to trzy lata. Chodziłam na lekcje do nieżyjącego już profesora Młynarczyka, który w tamtym czasie uczył praktycznie wszystkich prezenterów w Polsce. On stale mi powtarzał: uspokój się, nauczysz się, będzie dobrze. Wciąż się stresowałam, bo szło mi strasznie opornie, wydawało mi się, że jestem najsłabsza z całego zespołu. To, co innym zajmowało pół roku, mnie zajęło trzy lata. Czytałam mnóstwo książek o pogodzie, dokształcałam się, chodziłam na lekcje dykcji. Ale chęć udowodnienia sobie, że dam radę była tak duża, że w końcu się udało.

Pamiętasz swój pierwszy dzień w telewizji?

Jasne. Było zabawnie. Nagrywaliśmy czołówkę do programu i na planie zdarzył się wypadek, co nie wróżyło niczego dobrego. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Pracuję w tv już prawie czternaście lat, a wciąż pamiętam tamten dzień, jakby to było wczoraj. Dzięki mojej działalności telewizyjnej dziś mogę rozwijać się na innych polach, które bardzo mnie kręcą. Prognoza pogody otworzyła mi wiele drzwi. Współtworzyłam programy telewizyjne o różnorodnej tematyce: podróżniczej (Podróże Meteo, Tyrol Południowy), sportowej (Pogoda na rower, Pogoda na statku, Szkółka narciarska, Pogoda na narty), kulinarnej (Kuchnia czynna całą dobę), lifestylowej (Projekt plaża, Zawodowcy) oraz na temat aranżacji wnętrz (Domy Gwiazd na DOMO PLUS, to także dzięki moim zainteresowaniom designem oraz tym, że prowadzę firmę meblową Ammadora). Wiosną 2007 wzięłam udział w piątej edycji programu „Taniec z gwiazdami”, w którym wspólnie z Rafałem Maserakiem zajęliśmy szóste miejsce.

Ammadora – co kryje się pod tą nazwą?

Pewnego dnia, kiedy urządzałam nowy apartament, stwierdziłam, że w sklepach nie ma nic co szczególnie by mnie urzekło. A ponieważ nie jestem typem, który latwo się poddaje, zdecydowałam, że sama je wyprodukuję. Jako że nie umiem projektować, zaangażowałam do pracy profesjonalistów. Na początku współpracowałam z dwiema artystkami, obie to Doroty. Moje pierwsze imię to Amma. I tak powstała nazwa Ammadora. Zaczęłam od mebli do własnego mieszkania. Potem realizowałam kolejne projekty: większe, mniejsze i była to dla mnie bardziej zabawa niż biznes. W którymś momencie okazało się, że to, co robię podoba się ludziom i przychodziły następne zlecenia. I tak marka Ammadora rosła. Meble są inspirowane sztuką i wszystkie produkuję w pojedynczych sztukach, są oryginalne i unikatowe. Nigdy nie chciałam iść w masówkę. Poza tym nie było mnie na to stać. Przez pierwsze dwa, trzy lata nie zarabiałam na tym, ale dzięki temu projektowi pojawiła się propozycja poprowadzenia ciekawych programów o designie. Odwiedzam gwiazdy w ich domach w programie Domy Gwiazd na antenie DOMO+. Dziś już Ammadora zarabia na siebie. To nie jedyna moja działalność biznesowa. Lada dzień w Trójmieście rozpoczynam budowę energooszczędnych domów w zabudowie bliźniaczej. Wkrótce wystartuję także z biznesem modowy. Co ważne – każdy mój biznes mocno związany jest z działalnością charytatywną. Zyski przekazuję na fundację i na budowę szkoły w Ghanie. Wszystko to projekty odpowiedzialne społecznie.

Najtrudniejszy moment w karierze?

Chyba wtedy kiedy urodziłam córkę. Miałam jednocześnie klub na Starym Rynku w Poznaniu, broniłam pracę magisterską i zaczynałam pracę w TVN. Dziecko cały czas płakało, nie wiedziałam w co mam ręce włożyć. Ale ja tak bardzo chciałam skończyć studia, że obiecałam sobie, że dam radę choćby nie wiem co. Tamten czas pokazał mi, że jak się chce, to wszystko można. W ogóle od dziecka stawiałam bardzo duży nacisk na wykształcenie. Mój tata powtarzał mi, że uroda przeminie, a pozostanie to, co mam w głowie. Więc to, czego nauczymy się na studiach, warsztatach lub spotkaniach takie jak to dzisiaj, jest czymś, czego nam nikt nie zabierze. A to jest potrzebne, zwłaszcza atrakcyjnym kobietom w biznesie. Dlaczego? Wiele razy miałam sytuację, że wchodziłam na różne spotkania i oceniano mnie po wyglądzie. A po chwili okazywało się, że naprawdę mam coś do powiedzenia, co było dla mnie ogromną satysfakcją, bo zaczęłam być postrzegana inaczej. I wszystkim polecam wykształcenie i inteligencję, jako najlepszy ubiór, bo najseksowniejsze w kobiecie jest to, jak jest ubrana wewnętrznie i co sobą reprezentuje.

Myślisz, że uroda pomogła Ci w pracy?

Oczywiście i nie ma co udawać, że było inaczej. To, że mam egzotyczną urodę na pewno było plusem.

Ale kiedy byłaś dzieckiem to, że jesteś kolorowa, chyba trochę przeszkadzało.

Tak, dlatego fundacja, którą prowadzę zajmuje się także tolerancją i pokazywaniem, że ta różnorodność jest czymś fajnym i trzeba to akceptować, jeśli też chcemy być akceptowani. W Omenaa Foundation rozmawiamy o tolerancji w zabawny i przystępny sposób, bo przecież nie można ludziom niczego narzucać. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że mam ogromny dystans do mojego koloru skóry, chociaż kiedyś tak nie było. Wołali na mnie „murzynek bambo”, „makumba”. Wiele razy płakałam i cierpiałam z tego powodu. Dziś nie mam z tym problemu i mogę zdradzić, że wspólnie z moją drużyną z Małych Gigantów będziemy śpiewać piosenkę „Makumba”. Ostatnio miałam taką zabawną sytuację, bo w nowym projekcie, z którym niebawem ruszam, mamy chłopaka, który jest daltonistą. Mówię do niego: słuchaj, a ty w jakim kolorze mnie widzisz? I wszyscy zaczęli się śmiać.

Skąd czerpałaś wiedzę meteorologiczną?

Czytałam dużo książek i pytałam synoptyków, którzy do dziś pracują u nas w redakcji. Co jest ważne, my nie czytamy z promptera, czyli tę wiedzę musimy mieć w głowie, bo nikt nam nie podpowiada. Czytamy z mapy.

Wiesz, że prognoza pogody ma więcej widzów niż wiadomości?

Podobno tak (śmiech).

Zdarzyło Ci się, że na ulicy zaczepiają Cię ludzie pytając o pogodę?

Oczywiście. Ale wiesz co, zauważyłam, że Polacy zawsze narzekają na pogodę, jaka by nie była. I nawet jeśli mamy 25 stopni i piękne słońce, to i tak będzie źle.

Kiedy stwierdziłaś, że chcesz pomagać?

Działalność charytatywna jest wpisana w charakter pracy ludzi mediów. Codziennie dostajemy maile z prośbą o pomoc i wsparcie jakiejś akcji. Uważam, że pomaganie powinno być naszym obowiązkiem. Mówię tu o takim pomaganiu z serca, a nie z przymusu, bo wtedy to nie ma sensu. Pamiętam, jak Ewa Błaszczyk opowiadała, że założyła fundację, bo zrozumiała, co to znaczy nie mieć kontaktu ze swoim dzieckiem. Wszyscy doskonale wiemy, że jej córka od lat jest w śpiączce. Ewa postanowiła pomóc takim dzieciom, jak jej córka i rodzicom, którzy nie wiedzą, czy ich dziecko kiedykolwiek się wybudzi. Często ludzie zakładają fundacje, bo dotyka ich tragedia lub po prostu jest im blisko do jakiegoś zagadnienia. Ja postanowiłam stworzyć fundację, która będzie miała trzy filary: edukacja – to jest dla mnie bardzo ważne, tolerancja, bo sama jestem kolorowa i miewałam problemy z brakiem tolerancji w naszym kraju i biznes – dotyczy firm, które chciałyby działać na terenach afrykańskich. Na razie chcemy zbudować szkołę dla dzieci ulicy w Ghanie. Jest to ogromne przedsięwzięcie jak na warunki afrykańskie, ponieważ stawiamy porządny, betonowy budynek. Potrzebujemy na to miliona złotych. Po prawie dwóch latach udało nam się zgromadzić ponad 430 tysięcy złotych. Myślę, że sama praca nad tym, czyli wymyślanie projektów, które zaangażują firmy w to przedsięwzięcie, to też nie lada wyzwanie.

Pamiętasz swój pierwszy wyjazd do Afryki?

Jasne. To była Kenia. Poleciałam tam z miłościami mojego życia, czyli z córką oraz mamą i zakochałam się bez pamięci w tamtych ludziach, ich dobroci, krajobrazach, zapachach. Regularnie odwiedzam Afrykę, w szczególności Ghanę ze względu na nasze projekty i rozpoczęcie budowy szkoły.

Dlaczego Ghana?

Stamtąd pochodzi mój tata, więc mam tam swoje korzenie. Wywodzę się z rodu Asante, to jest arystokracja wśród Ghanczyków. Jestem bardzo dumna ze swoich korzeni, chociaż ubolewam nad tym, że dzieci nie mają tam szans na taką edukację, jaką mamy w Polsce. Jeśli rodzice nie mają pieniędzy, dziecko nie uczy się, jest ograniczone życiowo, nie może samo decydować o sobie. A ja chciałabym, żeby były samodzielne i szczęśliwe, bo przecież edukacja daje im wolność. W tym miesiącu lecimy tam z moim zespołem i zaczynamy budować szkołę.

Kiedy Ty masz czas dla siebie?

We wszystkim, co robię odnajduję siebie, a więc nie narzekam na brak czasu. Jestem szczęśliwa.

Gdzie chciałabyś być za dziesięć lat?

Śmieję się, bo jestem trenerką w Małych Gigantach i mam taką cudowną dziewczynkę w grupie, która na pytanie prowadzących, kim chciałaby być jak będzie dorosła, odpowiada coś przepięknego: chciałabym być tym kim jestem. I ja właśnie chciałabym być taką osobą jaką jestem, tylko jeszcze piękniejszą wewnętrznie, bardziej zbudowaną i spełnioną.

Chciałabyś kiedyś wrócić do Poznania?

Nie. Warszawa jest moim miejscem w życiu. Stamtąd mam bliżej do Afryki.

 

Data urodzenia: 26 lipca 1979 r.

Rodzice: Izabella Mensah, Opoku Ware Mensah

Dzieciństwo spędziłam w: Swarzędzu i Poznaniu

W szkole przezywano mnie: murzynek bambo, makumba

Najbardziej kocham: córkę, mamę i pracę

Ulubione miejsca w Poznaniu: restauracje w City Parku, Park Sołacki, Malta, Stary Browar

Z gwary poznańskiej znam: ja tej, wuchta wiary

Mój dom jest w: Warszawie, choć czasem odwiedzam Poznań

Lubię pomagać, bo: trzeba pomagać słabszym i zapewnić im lepsze życie