fbpx

Studio Urody Magia MM, które prowadzi od dziesięciu lat, znajduje się na Piątkowie. Dzwonię do drzwi. Otwiera mi ciemnowłosa, szczupła dziewczyna o zielonych oczach. – Bardzo proszę, czego się napijesz? – Kawę poproszę – rzucam.

Monika Mytko ma na sobie biały, idealnie skrojony i wyprasowany fartuch. Pięknie umalowana uśmiecha się do pań siedzących w poczekalni. Na ścianach dyplomy, autografy aktorek, piosenkarek, które skorzystały z jej usług, kilka statuetek. Jest Międzynarodową Mistrzynią w Makijażu Permanentnym. Właśnie zamknęła zapisy na rok 2017.

ROZMAWIA: Joanna Małecka

Studio Urody, które stworzyła od podstaw, jest pięknie wykończone: stylowe meble, przytulne dodatki. – Nie zawsze tak było – mówi Monika Mytko i prowadzi mnie do swojego gabinetu. – Kiedyś nie miałam na czynsz i ledwo wiązałam koniec z końcem.

Skąd u Ciebie zainteresowanie makijażem?
Kiedy byłam mała obserwowałam moją mamę. Stała rano przed lustrem i precyzyjnie wykonywała makijaż. Jak wychodziła, podbierałam jej kosmetyki i stawiałam na moją toaletkę w pokoju. Mieszkaliśmy wtedy na Różanym Potoku. Próbowałam, kombinowałam, nieraz tusz wylądował mi w oku. Z czasem nauczyłam się dobierać kolory, rysować kształty. Koleżanki śmiały się, że wolę siedzieć przed lustrem, niż grać z nimi w gumę. A ja to zwyczajnie lubiłam. I jakoś do dziś mi to wychodzi, chyba (śmiech). 

Kończyłaś studia z tym związane?
Startowałam na dwa kierunki – socjologię i kosmetologię. Na ten pierwszy się dostałam, a na drugim byłam wpisana na listę rezerwową. Kiedy dowiedziałam się, że w końcu przyjęto mnie na kosmetologię, dotarło do mnie, że jest to połączenie wiedzy o kosmetyce z medycyną. I trzeba będzie się sporo nauczyć. To dało mi podstawy do pracy. Potem było mnóstwo seminariów, kursów i szkoleń. W 2007 roku otworzyłam swój gabinet i… otworzyły mi się oczy. Brak klientów, godziny spędzone samotnie w salonie. Raz po raz jakaś pani przyszła na zabieg. I nic, cisza. Płakałam w poduszkę, bo nie miałam ani pieniędzy na reklamę, ani na dalszy rozwój. Siedząc w gabinecie podrywałam się na każde otwierane drzwi. A tu zamiast klientek listonosz, pani z czynszem, ktoś z reklamą. Rachunki rosły, a ja stałam w miejscu. I pewnie gdyby wtedy mi najbliżsi nie pomogli, zamknęłabym studio i teraz była gdzie indziej. Oprócz tego siłę dawała mi ogromna determinacja do przetrwania. Podpierałam się innymi drobnymi pracami, by utrzymać to studio. Zainwestowaliśmy w sprzęt, w mój rozwój, zaczęły pojawiać się pierwsze klientki. A dalej poszło pocztą pantoflową. Wtedy nie wierzyłam w to, że się uda. W ogóle chyba przestałam wierzyć w siebie w pewnym momencie..

Przewodnicząca jury wyczytywała kolejne nazwiska od końca. I nagle padło: I miejsce i nową maszynę Long Time Liner zdobywa Monika Mytko. A ja tak stałam bez ruchu. Moja przyjaciółka płakała robiąc mi zdjęcia z pierwszego rzędu. A do mnie nic nie docierało. Potem rzuciłyśmy się w sobie w ramiona i zrozumiałam, że to ja wygrałam te mistrzostwa. Nigdy nie zapomnę tego dnia.

Jesteś Międzynarodową Mistrzynią w Makijażu Permanentnym. Przyjeżdżają do Ciebie klientki z całego świata. Uwierzyłaś w siebie?
Czasem mam wątpliwości, czy dobrze to robię (śmiech). Całe życie dążę do perfekcji i ciągle się uczę. Nie wyobrażam sobie zostać w tyle. I wciąż uważam, że wiele rzeczy muszę poprawić. Od tej przysłowiowej biedy wiele się zmieniło i wydarzyło. Moi przyjaciele i bliscy kopali mnie do działania, wypychali na konkursy. W 2007 roku odbyłam specjalizację w Polskiej Akademii Mikropigmentacji. Dwa lata później zdobyłam pierwszą licencję mikropigmentacji Long Time Liner w centrum szkoleniowym w Berlinie. W tym samym roku ukończyłam szkolenie z usuwania tatuażu i korygowania makijażu permanentnego, a 2010 rok to kolejny etap mojego szkolenia – uzyskałam najwyższą licencję Międzynarodowego Certyfikatu Linergisty ELITE PARTNER Long Time Liner, w głównym centrum szkoleniowym w Monachium. Odbyłam też szereg kursów i sympozjów. Dziś najpiękniejszym docenieniem mojej wytrwałej pracy są zadowoleni klienci, którzy czasem potrafią naprawdę z daleka przyjechać i cierpliwie poczekać na termin.

Potem były mistrzostwa?
Tak. W 2012 roku po raz pierwszy wystartowałam w Mistrzostwach Polski w Artystycznym Makijażu Permanentnym. Pamiętam doskonale ten dzień i stres jaki mi towarzyszył. Bałam się wyjść na scenę, bo ja nie lubię tłumów. A tu musiałam na oczach dziesiątek ludzi, na żywo, pigmentować. Wtedy naprawdę myślałam, że nic nie umiem. Byłam niezadowolona z mojej pracy. Kiedy skończyłam myślałam, że moja praca jest dobra, ale nie aż tak… I nagle słyszę werdykt jury: 2 miejsce. Byłam w szoku. Nabrałam większej pewności, ale postanowiłam jeszcze więcej czasu poświęcić na szkolenia.

W ubiegłym roku usłyszało o Tobie międzynarodowe środowisko. Skąd pomysł, żeby wystartować akurat w tych mistrzostwach?
Namówili mnie bliscy i rodzina. Nie miałam wyjścia (śmiech). Mistrzostwa odbywały się podczas międzynarodowej konferencji makijażu permanentnego w Warszawie. Miałam na pewno cierpliwą modelkę Karolinę, która trochę się wycierpiała. W ciągu czterech godzin musiałam wykonać pigmentację brwi i ust. I znowu było pod górkę. Bo pigment się nie przyjmował, musiałam doprecyzować rysunek, miałam kiepską lampę i nic pod nią nie widziałam. Moja przyjaciółka, która była wtedy ze mną, mnie uspokajała. W końcu się zdenerwowałam (śmiech) i mówię do niej: jak nie załatwisz mi lampy albo jakiegoś lepszego światła i nie ściszy ktoś muzyki, która gra dla mnie zbyt głośno, to idę do domu. I ona, ze stoickim spokojem – jak zawsze zresztą – wyszła z sali i po chwili wróciła z nową lampą. Powiedziała wtedy: –  Teraz już się nie wykręcisz. Skończyłam i znów byłam niezadowolona. Kiedy stanęłam na scenie wśród pozostałych uczestniczek patrzyłam bezmyślnie przed siebie. Na sali siedziały setki ludzi. I zastanawiałam się co ja tu robię. Przewodnicząca jury wyczytywała kolejne nazwiska od końca. I nagle padło: I miejsce i nową maszynę Long Time Liner zdobywa Monika Mytko. A ja tak stałam bez ruchu. Moja przyjaciółka płakała robiąc mi zdjęcia z pierwszego rzędu. A do mnie nic nie docierało. Potem rzuciłyśmy się w sobie w ramiona i zrozumiałam, że to ja wygrałam te mistrzostwa. Nigdy nie zapomnę tego dnia. Po międzynarodowych mistrzostwach dotarło do mnie, że to już chyba czwarty raz kiedy startuję (śmiech) i cierpliwie próbuję doprecyzować swoją pracę z mikropigmentacją.

Kiedy dowiedziałam się, że w końcu przyjęto mnie na kosmetologię, dotarło do mnie, że jest to połączenie wiedzy o kosmetyce z medycyną. I trzeba będzie się sporo nauczyć. To dało mi podstawy do pracy. Potem było mnóstwo seminariów, kursów i szkoleń. W 2007 roku otworzyłam swój gabinet i… otworzyły mi się oczy.  

Co dał Ci ten tytuł?
Lawinowo zaczęły zapisywać się klientki, choć już przed konkursem miałam zapisy na trzy miesiące wprzód. Dziś mamy marzec, a ja mam kalendarz wypełniony do końca roku. Całe życie na to czekałam. I stało się.

Makijaż permanentny kiedyś był luksusem. A dziś?
Moim zdaniem dziś może pozwolić sobie na niego każda kobieta. Ale nie tylko, bo mężczyźni również korzystają z zabiegów. Uzupełniają brwi i włosy mikropigmentacją medyczną. To kolejna dziedzina, w której postanowiłam się specjalizować. Temat mikropigemntacji jest bardzo obszerny, nie tylko możemy wykreować nowe brwi, podkreślić usta czy zagęścić linię rzęs czy przykryć bliznę po operacji, a nawet pokrywać ubytki melaniny w skórze przy bielactwie .Wszelkiego rodzaju rekonstrukcje włosów czy otoczki brodawki sutkowej to też temat przyszłościowy.

Na czym polega zabieg?
Zaczynamy od konsultacji, czyli co dana osoba chciałaby skorygować, uzupełnić. Niektórzy chcą mieć ładne, symetryczne i gęste brwi, inni pełne usta podkreślone kolorem, kreski w linii rzęs. Po konsultacji trzeba wykonać projekt. Oczywiście kształt dobieramy w taki sposób, by podkreślić urodę klientki/klienta. Każdy może też wnieść swoje uwagi. Jeśli ten etap mamy za sobą, dobieram kolor i rozpoczynamy pigmentację. Pracuję na pigmentach, które nie zawierają metali ciężkich, a więc makijaż nigdy nie będzie wyglądał jak tatuaż – będzie bardzo naturalny. Po zabiegu trzeba przyjść na korektę. Taki makijaż utrzymuje się około dwóch lat. Wykonanie jest praktycznie bezbolesne, a wygoda niesamowita.

Czy można zepsuć makijaż permanentny?
Oczywiście. Na co dzień spotykam się z klientkami, które mają fatalnie wykonany makijaż i proszą o pomoc. A tego niestety nigdy nie da się skorygować tak, by wyglądało jak profesjonalnie zrobiony makijaż od początku do końca. Można usunąć laserem i takie zabiegi też wykonuję, ale jest to proces długotrwały. Każdy jest fachowcem w jakiejś dziedzinie. Nie można robić dobrze czegoś, na czym się nie znamy albo nie mamy odpowiedniego przygotowania. Jeśli więc ktoś nie czuje się dobrze w makijażu permanentnym, niech tego nie robi, bo można zrobić komuś krzywdę. A twarz to nasza wizytówka i pewnych zmian nie da się cofnąć. 

Jesteś kobietą sukcesu?
Można tak powiedzieć. Jeśli mamy pasję i kochamy to robić, ciężko pracujemy to w końcu osiągniemy sukces. Dla mnie sukcesem jest każda zadowolona klientka/klient. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła robić coś innego. Ale myślę, że do sukcesu dochodzi się małymi krokami. Każdy biznes na początku przynosi straty i nie ma w tym nic dziwnego. Może lepszym określeniem mojej osoby jest to, że jestem spełniona. Choć czasem bywam zmęczona, bo mam sporo pracy, to jestem szczęściarą. Bo dziś szczęściarzem jest ten, kto robi to co lubi, i może z tego żyć. Ja mogę i życzę tego każdemu! Jedyne czego teraz mogę sobie życzyć, to zdrowia, by mieć siłę spełniać kolejne marzenia.