fbpx

To jedyny tego typu mechanizm na wieży zegarowej w Polsce. Ma ponad 450 lat. Pracownicy muzeum w poznańskim Ratuszu mówią o nich, że bywają niesforne i czasem żyją własnym życiem. Koziołki – bo o nich mowa – są nieodzownym symbolem Poznania. Mają nawet swoją szafę z ubraniami. A jak wyglądają od środka i skąd się wzięły?

TEKST I ZDJĘCIA: Joanna Małecka – Synoradzka

Około 130 schodów dzieli nas od symbolu Poznania – koziołków. Po pokonaniu dwóch pięter Muzeum Historii Miasta Poznania, gdzie prowadzą drewniane schody, pojawia się czerwona linka. – Dalej wstęp tylko dla specjalnych gości – tłumaczy Henryk Sieg, kierownik sekcji administracyjnej muzeum. Pracuje tu już 30 lat. Wchodzimy jeszcze wyżej. Nad głową pojawia się wielka, czarna krata blokująca wejście na samą górę. Specjalnym kluczem pan Henryk odblokowuje kłódkę i otwiera drzwi. – Pani pozwoli, że pójdę przodem – dodaje. Posłusznie się zgadzam i pokonuję kolejną partię schodów. Przechodzimy przez jadalnię i dochodzimy do ostatnich drzwi. Za nimi tyka zegar. Ogromny mechanizm zegarowy wybija kolejne sekundy. – Mamy tu dwa mechanizmy – ten stary i nowy, całkiem skomputeryzowany.

Pan od koziołków
Do 1993 roku to ten stary sterował koziołkami. Potem, kiedy na wieży pojawiły się nowe koziołki zaprojektowane przez Stefana Krajewskiego, systemem steruje komputer. Zegar oczywiście chodzi normalnie. – I tu mamy nasze kochane koziołki, tam do góry – mówi Henryk. Spoglądam w górę. Do ciasnego pomieszczenia, około metr na metr trzeba wspiąć się po metalowych schodach. – Proszę ostrożnie i podać mi aparat, ja pomogę – mówi Henryk. Koziołki znajdują się na samym końcu metalowej konstrukcji, na którą składają się m.in.: łańcuchy, obciążniki, liny, metalowe belki. Patrzą na metalowe drzwi, również sterowane automatycznie. Dzwoni dzwon, godzina 13:30. – Możemy zaimitować konserwację, i proszę popatrzeć – rzuca pan Henryk. – Proszę stanąć sobie na tym stojaku. Wchodzę. Koziołki są tak blisko, że można je pogłaskać, tyle, że zimne, bo aluminiowe. Henryk wdusza guzik i rusza mechanizm. Dźwięk jak przy odpalaniu diesla. Rusza mechanizm. Cały cykl trwa 3 minuty. W tym czasie koziołki trykają się dwanaście razy. Dziś nietypowo, bo na wieży pojawiły się o 13:35. Poznaniacy przechodzący przez Stary Rynek chwytali za zegarki kompletnie zdezorientowani. Z dołu nie słychać mechanizmu, nie widać jak pracują łańcuchy. Każdy świeżo naoliwiony. Dba o nie konserwator – Andrzej Krajewski. Trykają się nieregularnie, jakby jeden kłaniał się drugiemu. Po dwunastu tryknięciach chowają się z powrotem. Obciążniki zamykają drzwi. Aluminiowe koziołki z pozłacanymi rogami wracają na miejsce, by znów poczekać na godzinę 12:00.

Henryk Sieg – „Pan od koziołków”

– I to by było na tyle – dodaje kierownik administracyjny. – Zejdziemy na dół i pokażę coś jeszcze. Kilka pięter niżej, w pokoju ochrony, świecą są trzy diody. Zapalają się na godzinę przed południem. Zielona dioda oznacza, że są gotowe do wyjścia, żółta, że koziołki wyszły, a czerwona, że coś się popsuło. – I wtedy trzeba wejść do góry, zobaczyć, co się stało i zresetować system – mówi Henryk Sieg. To właśnie on – nazwany przeze mnie żartobliwie „panem od koziołków” – biegnie do góry, by koziołki mogły wyjść z wieży. A jak nie wyjdą? – Muszą, w końcu po to przyjeżdżają turyści, żeby je zobaczyć. Więc szybko wchodzę na górę, żeby wszystko działało jak należy. Ale koziołki bywają kapryśne. Kilka lat temu, 3 maja, kiedy przemawiał prezydent Poznania Ryszard Grobelny, koziołki wyszły punktualnie o godzinie 12:00, złożyły się i nie chciały się schować. – Widocznie chciały posłuchać, co prezydent mówi – śmieje się Henryk Sieg.

Skąd wzięły się koziołki?
Najlepiej je same byłoby o to zapytać, ale pewnie nie odpowiedzą. Legenda mówi, że kiedy po wielkim pożarze miasta odbudowano ratusz, postanowiono zamówić u mistrza Bartłomieja z Gubina specjalny zegar na ratuszową wieżę. Nie każde miasto było stać na taki wydatek, a że Poznań był wtedy jednym z najbogatszych, rada miejska postanowiła hucznie uczcić to ważne wydarzenie. Zaplanowano wydać wielką ucztę, na którą miały zjechać do Poznania najważniejsze osobistości. Kucharz miał mnóstwo pracy, a na główne danie miał podać pieczeń z sarniego udźca. Niestety obiad się spalił, a przerażony chłopak nie wiedział, co dalej. Pobiegł więc na pobliską łąkę, gdzie mieszkańcy wypasali swoje zwierzęta i porwał dwa koziołki. Siłą zaciągnął je do ratusza, a te uciekły na wieżę i już tam zostały…

Mechanizm sponsorowany
Historia jest jednak nieco inna. 21 marca 1551 roku rada miejska podpisała kontrakt z Bartłomiejem Wolfem z Gubina na wykonanie mechanizmu zegarowego z błazeńskim urządzeniem. – Jak wyglądał pierwszy zegar i czy to błazeńskie urządzenie miało koziołki, my tego oczywiście nie wiemy – wyjaśnia dr Magdalena Mrugalska-Banaszak, kustosz Muzeum Historii Miasta Poznania. – Nie wiemy też, jak długo działało urządzenie. Dopiero w połowie XIX wieku, kiedy pruscy konserwatorzy przystępowali do generalnego remontu bardzo już zniszczonego ratusza, postanowili odtworzyć zegar i ten, który dziś widzimy, to jest ich wizja. Mechanizm zamontowano na wieży w 1913 roku. Koziołki wychodziły punktualnie o godzinie 12:00 do 1945 roku, kiedy w trakcie walki o Cytadelę runęła wieża. Mechanizm został jednak szybko odtworzony. – Koziołki psuły się. Były po prostu niesforne i jak my to mówimy, żyły swoim życiem – dodaje dr Magdalena Mrugalska-Banaszak. – Dopiero w 1991 roku Marian Marcinkowski, poznański przedsiębiorca, ufundował nam nowe koziołki z całym mechanizmem. Koziołki są wierną kopią tych pruskich. Dziś są niezawodne i nie mamy z nimi wielkich problemów. Czasami, oczywiście, coś przeskrobią, ale liczymy się z tym. Te z 1913 roku można oglądać na stałej ekspozycji w Ratuszu. Śmiejemy się, że to jedyny eksponat, którego można dotknąć i się nim pobawić.

Dziś mechanizm sterowany jest automatycznie, ale zdarzają się awarie

Koziołki mają nawet swoją szafę, gdzie chowane są ich ubranka świąteczne i szaliki, w których trykały się podczas Euro 2012. Są główną atrakcją Poznania. Z płyty Starego Rynku wyglądają tak samo jak u góry – białe ze złotymi rogami, które kłaniają się turystom i poznaniakom codziennie biegnącym do swoich zajęć. I to się nigdy nie zmieni.


MUZEUM HISTORII MIASTA POZNANIA
Stary Rynek 1, 61-768 Poznań

Bilety:
normalny – 7 zł, ulgowy – 5 zł,
uczniowie i studenci w wielu od 7 do 26 lat – 1 zł
w sobotę wstęp bezpłatny