fbpx

Mówią o nim: odważny, z charakterem, nie boi się trudnych rozwiązań, a czasem nawet – „tęczowy Jacek”. Jacek Jaśkowiak, Prezydent Miasta Poznania, jest na półmetku kadencji. Dużo pracuje, ale tego wymagają od niego poznaniacy. Boksuje, jeździ na rowerze i podejmując nawet najtrudniejsze decyzje ceni zdanie swojej rodziny

Rozmawia: Joanna Małecka-Synoradzka

 

To już 2 lata odkąd został Pan prezydentem Poznania. Jak ocenia Pan ten czas?

Był pracowity. Pracujemy w intensywnym tempie. Wiele spraw trzeba nadrabiać, poprawiać. Sporo kwestii wymagało natychmiastowych działań naprawczych. W przypadku sprawowania władzy przez 16 lat gromadzą się zawsze trudne tematy, jakie wrzuca się do tak zwanej ostatniej szuflady. Jednak z drugiej strony zaufałem miejskim urzędnikom, ich kwalifikacjom, wiedzy o mieście, doświadczeniu w dziedzinach, którymi się zajmują. Wielu podchwyciło nowe podejście i razem wdrażamy zmiany, realizujemy nowatorskie projekty. Osobiście jestem bardzo zaangażowany – pracuję 50-60 godzin w tygodniu, mam dużo zajęć i obowiązków także w weekendy czy święta, zdarzają się również delegacje. Tego czasu dla siebie i rodziny mam zdecydowanie mniej. Widzę jednak efekty tej pracy i to daje mi motywację.  

Co Pana zdaniem zmieniło się w Poznaniu?

Zadajmy to pytanie mieszkańcom! To dla nich zmieniamy Poznań, realizując większe i mniejsze zadania. Stawiamy na inwestycje realnie poprawiające jakość życia. Na fajerwerki, takie jak stadion czy Termy Maltańskie, miasto już wydało pieniądze. Musimy teraz zadbać o mieszkańców, ich najbliższe otoczenie, inne warunki do życia. Musimy przyciągać nowych, dlatego staramy się, by ta jakość życia stopniowo się podnosiła. Liczy się przyjazna przestrzeń publiczna, tereny zielone i rekreacyjne, dobra komunikacja miejska, oferta mieszkaniowa, dostępna kultura, opieka zdrowotna. W każdej z tych dziedzin wiele poprawiliśmy. Zawsze można więcej, szybciej i lepiej. Musimy jednak działać w ramach możliwości budżetowych. A ta kołdra zawsze jest za krótka…

W mieście pojawiły się strefy tempo 30, a tym samym więcej możliwości dla rowerzystów. Uważa Pan, że to było dobre rozwiązanie?

Naszym priorytetem jest odkorkowanie miasta. Rozbudowa, poszerzanie dróg to – nomen omen – ślepa uliczka. W dużych miastach europejskich już to wiedzą. Nieważne, ile będzie pasów, zawsze będą zakorkowane, bo miasta nie są z gumy. Zrównoważony transport nie może być pustym frazesem, dlatego działamy tak, by do tej równowagi doprowadzić. Rower to popularny środek transportu w bogatych miastach Europy. Nie bez powodu. Jest najtańszy – dla użytkownika i zarządzającego miastem, nie emituje spalin, nie potrzebuje dużo miejsca do parkowania. Jednak trzeba zainwestować w infrastrukturę. I to właśnie robimy. Ścieżki rowerowe są konieczne, by wszyscy mogli z nich korzystać i czuć się bezpiecznie – także dzieci i osoby starsze.

Niektórzy kierowcy przeklinają Pana za zmianę organizacji ruchu w centrum Poznania, bo takie ulice jak Ratajczaka czy św. Marcin w szczycie komunikacyjnym są po prostu nieprzejezdne. Co chciałby Pan im powiedzieć?

Że te zmiany nie są efektem jakiejś mojej osobistej antymotoryzacyjnej obsesji. Jest dla mnie oczywiste, że niektórzy po prostu muszą się poruszać samochodem, z różnych względów. Dlatego tych, którzy nie muszą, zachęcamy do zmiany na autobus czy tramwaj, bo jeden pasażer komunikacji miejskiej to jeden samochód mniej w korku. Żeby ludzie rezygnowali z auta jadąc do centrum, musimy tworzyć strefy przyjazne pieszym i rowerzystom, w ruchu musimy dawać preferencje środkom komunikacji zbiorowej. Poznań nie jest w stanie zmieścić już więcej samochodów, stąd działania ukierunkowane na rozładowanie ruchu. To jest jednak proces, takie zmiany po prostu trwają.

Sprzeciwił się Pan odczytaniu nazwisk ofiar katastrofy smoleńskiej podczas rocznicy Poznańskiego Czerwca. Myśli Pan, że poznaniacy mają przez to do Pana większy szacunek?

To nie jest pryzmat, przez jaki postrzegam moją postawę w tej sprawie. Szacunek należy się Bohaterom i Ofiarom Powstania Poznańskiego 28 Czerwca 1956 roku. Wypełniłem też wolę kombatantów, bo tzw. apelu smoleńskiego na obchodach 60. rocznicy nie chciały dwa zrzeszające ich stowarzyszenia. Na tej uroczystości oddawaliśmy hołd bohaterom, nie uprawialiśmy bieżącej polityki. Cieszy mnie, że ten gest zainspirował innych i z odczytania tego apelu zrezygnowano w pozostałych miastach. Z ogromną satysfakcją przyjąłem również decyzję Marka Woźniaka, Marszałka Województwa Wielkopolskiego, który nie pozwolił, aby ten apel zabrzmiał na obchodach upamiętniających Powstanie Wielkopolskie.

Zbojkotował Pan otwarcie Galerii Posnania. Dlaczego?

Nie zbojkotowałem. Po prostu nie wziąłem udziału w otwarciu.

Niektórzy mówią o Panu „tęczowy Jacek”. Co Pan na to?

Nie mam nic przeciwko. W kolarstwie tęczowe koszulki noszą mistrzowie świata. 

Jest Pan kibicem Lecha Poznań. Ma Pan swojego faworyta wśród piłkarzy?

Nie jestem fanem piłki nożnej, wolę inne dyscypliny. Owszem, w młodości kibicowałem Lechowi. Mieszkałem w bloku z kapitanem Lecha Teodorem Napierałą, który przyjaźnił się z rodzicami. Chodziłem na mecze Lecha na stadion na Dębcu – wtedy, gdy w piłce nożnej nie było jeszcze wielkich pieniędzy i zagranicznych graczy. Teraz też oczywiście chcę, by grał jak najlepiej i odnosił sukcesy. Klub piłkarski może być świetnym elementem promocji miasta.

Pana ulubiona dyscyplina sportu?

Uprawiałem wiele – w młodości boks, wioślarstwo, później biegi narciarskie i kolarstwo. Teraz najwięcej radości ponownie sprawia mi boks.

Boksował się Pan już z Dariuszem Michalczewskim i Przemysławem Saletą. Przyzna Pan, że to dość nietypowy sposób pomagania innym. Kto będzie Pana następnym przeciwnikiem?

Już raz, po walce z Tigerem, obiecałem sobie, że nie wyjdę na ring z zawodowcem. Po tej walce miałem złamane żebro. Po rozmowie z profesorem Jackiem Wachowiakiem, kierownikiem Kliniki Onkologii, Hematologii i Transplantologii Pediatrycznej przy ul. Szpitalnej w Poznaniu, dałem się przekonać do walki z Przemkiem… Rozgrzesza mnie 240 tys. złotych zebrane na wsparcie budowy nowego skrzydła kliniki. Po tej walce w listopadzie znów postanowiłem, że była ostania. Zobaczymy…

Jak ważna jest dla Pana polityka?

Dla mnie najbardziej liczy się to, co mogę zrobić dla Poznania. Politykę traktuję jako narzędzie konieczne do pracy dla miasta.

Jak ważna jest dla Pana rodzina?

Bardzo. Ubolewam nad tym, że mam dla najbliższych tak mało czasu.

Czy bliscy mają wpływ na pańskie decyzje dotyczące Poznania?

Bardzo lubię słuchać innych. Doceniam odmienny punkt widzenia, dobre rady, konstruktywną krytykę. Chętnie słucham krytycznych uwag najbliższych mi osób.

Pana praca wymaga wielu wyrzeczeń i trzeba jej poświęcić dużo czasu. Co na to bliscy?

Nie zaskoczę pewnie tą odpowiedzią – żałują. Jednak moje poprzednie zajęcie też było absorbujące. Angażowałem się również w pozazawodowe inicjatywy, np. organizację zawodów Pucharu Świata w biegach narciarskich w Szklarskiej Porębie. Najbardziej szkoda mi, że tak mało czasu mogę spędzić z wnuczką. A bardzo lubię się nią zajmować!

Co robi Pan w wolnych chwilach?

Staram się choć trochę oderwać od spraw służbowych. Gwarantuje to dobry spektakl, lektura czy muzyka. I koniecznie treningi. Bez nich byłoby mi trudno znaleźć równowagę codziennego dnia.

Jakie zmiany czekają poznaniaków w 2017 roku?

Będziemy kontynuować te, które zaczęliśmy. Mamy jasno sprecyzowane cele. Częściowo odzwierciedla je budżet. W wydatkach bieżących i inwestycyjnych największe środki przeznaczamy na oświatę, nie tylko z powodu reformy. By wyjść naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców, aż 64 miliony zł inwestujemy w szkoły i przedszkola. Drugi duży obszar inwestycyjny to drogi i transport. Relatywnie wysokie kwoty zostaną przeznaczone na politykę społeczną. Mieszkańcy zauważą zmiany w swojej okolicy – zmodernizowane targowisko, rozbudowana szkoła czy miejski monitoring. Właśnie takich projektów oczekują poznaniacy.

Co najbardziej chciałby Pan zmienić w Poznaniu?

Chciałbym, żeby stał się miejscem, gdzie się dobrze żyje. By Poznań jako miasto oferował mieszkańcom komfortowe warunki w możliwie wielu zakresach. By chętnie sprowadzali się tu nowe osoby. Istotna jest także sfera symboliczna. Życzyłbym sobie, aby poznaniacy byli dumni ze swego miasta, identyfikowali się z nim. Tu nie chodzi o chwytliwe hasła promocyjne czy logotypy. Mam nadzieję, że doceniają zachodzące zmiany, ogólny trend ukierunkowany na dobro mieszkańców. Bo miasto to ludzie. 

Co będzie Pan robił, kiedy nie będzie Pan już prezydentem Poznania?

Zdeklarowałem, że ten urząd będę pełnił maksymalnie przez dwie kadencje. Potem chciałbym wrócić do poprzedniej działalności. Jak dotąd syn, który przejął moją firmę, deklaruje, że czeka na mój powrót.

Kwestionariusz:

Imię i nazwisko: Jacek Jaśkowiak

Wiek: 52 lata

Miejsce zamieszkania: Poznań

Zawód: prawnik, ekonomista

Hobby/zainteresowania: sport: kolarstwo, biegi narciarskie, boks (to moja pierwsza sportowa miłość); literatura (w tym poezja), teatr, muzyka

Ulubione miejsce w Poznaniu: lubię wiele zakątków naszego miasta, ale serce mam na Jeżycach, Dębcu i Ławicy

Ulubiony przysmak poznański: nasza lokalna kuchnia jest smaczna, najchętniej jednak wybieram gęś z pyzami i modrą kapustą

Chciałbym pojechać: moim marzeniem jest Jukon w Kanadzie. Chciałbym kiedyś przejechać rowerem lub przejść na nartach przez te dziewicze tereny. Wiele miejsc zwiedziłem przy okazji udziału w biegach narciarskich, w niektóre chętnie bym wrócił

Moje największe marzenie to: nie zawieść poznaniaków, którzy powierzyli mi tę zaszczytną funkcję. Chciałbym przekazać następcy Poznań nowoczesny, w którym mieszkają szczęśliwi poznaniacy dumni ze swojego miasta

Zawsze chciałem: możliwie najlepiej zrobić to, czego się podejmowałem i czerpałem z tego sporo radości

W nowym roku życzę sobie: więcej czasu dla najbliższych, przyjaciół i przede wszystkim dla wnuczki

Poznaniakom w nowym roku życzę: radości, gdy idą do pracy, szkoły czy przedszkola. I takiej samej radości, gdy wracają do domu. Seniorom życzę jak najwięcej zdrowia i czasu w gronie najbliższych i znajomych. Wszystkim oczywiście wszelkiej pomyślności osobistej oraz mądrych rządów w Polsce.

 

Zdjęcia: Paweł F. Matysiak